Napisany przez misza | Data 06 stycznia 2012, 10:59
Tagi: Sportklub
Dzisiaj notka będzie wyjątkowo krótka, bo typowo informacyjna. Piszę, ponieważ chciałem Was zaprosić do studia telewizji SportKlub na mecz pomiędzy Manchesterem United a Manchesterem City, w którym wystąpię, jako ekspert z ramienia DevilPage.pl. Studio to rozpocznie się pół godziny przed niedzielnym meczem, czyli o godzinie 13.30. To by było na tyle.
Napisany przez misza | Data 15 grudnia 2011, 15:42
Tagi: Liga Mistrzów
Tekst ten powinienem napisać ponad tydzień temu, gdy Manchester United odpadał z Ligi Mistrzów. Uniemożliwiły mi to jednak wakacje w Kenii (swoją drogą, piękny kraj, polecam każdemu), które spowodowały, że byłem nieco odcięty od świata, a o wyniku spotkania dowiedziałem się dzięki relacji sms prowadzonej przez kolegę.
Tytuł mojej notki może niektórych z Was zdziwić, ale dzięki sporej ilości czasu na przemyślenia doszukałem się kilku pozytywów niemiłej niespodzianki, jaką przeszło tydzień temu sprawili nam piłkarze sir Alexa Fergusona.
Bardzo dobrze, że United odpadło, bo:
a) Czerwone Diabły jeszcze nigdy w historii nie tryumfowały w rozgrywkach Ligi Europy (wcześniej Pucharu Miast Targowych, który z czasem został przekształcony w Puchar UEFA). W pozostałych europejskich rozgrywkach United już tryumfowało. Oczywistym jest, że Liga Europy jest pucharową drugą ligą i nie może się równać ze swoją znacznie piękniejszą siostrą (Ligą Mistrzów), ale fajnie by było, gdyby w klubowym muzeum pojawił się zupełnie nowy puchar. Osobiście mam nadzieje, że fakt ten sprawi, iż sir Alex Ferguson nie będzie 'olewał' tych rozgrywek, a także sami zawodnicy potraktują je poważnie. Marzy mi się finał, w którym spotkają się dwie drużyny z Manchesteru. Po drodze fajnie by było wyeliminować Legię Warszawa, ale to tylko w kwestii czysto teoretycznej.
b) porażka ta powinna, a w zasadzie, musi sprawić, że klub zacznie poważniej traktować fazę grupową Ligi Mistrzów. Nie jest bowiem tajemnicą, że od kilku sezonów sir Alex Ferguson traktował ją wręcz towarzysko, często wystawiając dość eksperymentalne składy. Dość wychodziło to United na dobre, bowiem klub bez większych problemów zapewniał sobie awans do 1/8 finału tych rozgrywek, a podstawowi zawodnicy odpoczywali przed ligowymi spotkaniami. Mieliśmy tzw. dwie pieczenie na jednym ogniu. Jednak przyszedł moment, w którym to wszystko się na Czerwonych Diabłach, w dość perfdidny sposób, zemściło. Mam, więc nadzieję, że od przyszłego sezonu (o ile uda się do Ligi Mistrzów zakwalifikować), aż do momentu zapewnienia awansu do fazy pucharowej, w spotkaniach grupowych będą grali najlepsi zawodnicy. Z tej porażki po prostu trzeba wyciągnąć wnioski.
c) dzięki temu niektórzy zawodnicy (nie będę już tutaj wymieniał nazwisk) nabiorą niezbędnej pokory. Dojrzeją to tego, aby wiedzieć, że mecz nie wygra się sam, że zawodnicy FC Basel czy Benfici Lizbona nie padną przed nimi na kolana tylko dlatego, że grają dla Manchesteru United. Pisząc ten podpunkt nie sposób nie nawiązać to wcześniejszej porażki z Crystal Palace. Gdy oglądałem to spotkanie, przypomniałem sobie ubiegłoroczne spotkanie z West Hamem w Carling Cup, które Manchester przegrał 0:4. Tak się składa, że oglądałem tamten mecz z trybun Upton Park. Muszę przyznać, że byłem wówczas załamany, bo zawodnikiem, który się najbardziej starał był doświadczony Ryan Giggs. Było to wręcz żenujące, bowiem młodzi zawodnicy, którym powinno zależeć na grze, na pokazaniu się, a może i na wywalczeniu pierwszego trofeum w karierze, przeszli zupełnie obok meczu. A starał się weteran. Podobnie było w spotkaniu z Crystal Palace. Młodzież ograła Leeds United oraz Aldershot Town i kolejny mecz zagrała na stojąco. Jak się skończyło, sami widzieliśmy. Warto dodać, że odpadnięcie z Crystal Palace sprawiło, że poszkodowani najbardziej będą sami młodzi zawodnicy, bo stracili doskonałą szansę na grę. Dla klubu i kibiców to praktycznie żadna strata, bo puchar ten jest dość 'ogórkowy' i wielkiej chwały, czy pieniędzy raczej nie przynosi.
d) porażka ta będzie także testem dla nas, dla kibiców. Sam jestem ciekaw ilu osobników podających się za kibiców Czerwonych Diabłów, zmieniło tydzień temu swoje wyznanie na Barcelonę, Real, Milan czy Chelsea. Mam nadzieję, że jak najmniej, bo to właśnie porażki czy niepowodzenia drużyn powinny budować miłość do zespołu, bowiem znacznie łatwiej jest kibicować drużynie, która jest na topie, niż drużynie, która aktualnie przeżywa kryzys. UNITED WE STAND!
Napisany przez misza | Data 01 września 2011, 17:23
Tagi: Filmy
Aż wstyd się przyznać, ale dopiero dziś obejrzałem film ''UNITED'', którzy przez BBC2 został wyemitowany już w kwietniu. Film ten jest poświęcony monachijskiej tragedii, która sprawiła, iż 23 ludzi, w tym 8 piłkarzy Manchesteru United, pożegnało się z życiem.
Recenzji filmu pisać nie będę, bo się na tym nie znam i nie będę czegoś robił na siłę, po prostu żaden ze mnie kinomaniak. Mogę jednak śmiało powiedzieć, iż 90 minut, które poświęciłem na jego obejrzenie, nie było czasem zmarnowanym. Wręcz przeciwnie, było czasem świetnie zainwestowanym.
Mimo że bardzo dobrze znałem już wcześniej przebieg katastrofy to w wielu momentach miałem łzy w oczach, m.in. w momencie rozbicia samolotu czy gdy chwilę później Harry Gregg ratował swoich kolegów wyciągając ich z płonącego wraku bądź prosił Bobby'ego Charltona o pomoc dla Matta Busby'ego. Krótko mówiąc, film bardzo mnie poruszył.
Na pewno nie jest to film, który można oglądać z kumplami przy piwie, zagryzając przy tym popcorn. Osobiście uważam, iż najlepiej obejrzeć go samemu w ciszy i skupieniu. Wówczas najlepiej go odbierzemy. No, ale to jest tylko moje subiektywne zdanie, bo jak już wcześniej wspomniałem, na kinie zupełnie się nie znam.
Dodać mogę jeszcze tyle, że film ukazuje nam sytuacje w klubie zarówno przed jak i po katastrofie, która będąc głównym wątkiem filmu jest zarazem tylko jego częścią.
Pomocne w obejrzeniu filmu, który jest bogaty w dialekty, na pewno pomogą napisy, które, specjalnie z myślą o fanach Manchesteru United i nie tylko, zrobił Maciej 'Stavros' Stawarz z MUSC PL. Pobrać je możecie tutaj.
Napisany przez misza | Data 20 sierpnia 2011, 18:47
Tagi: FC United of Manchester
Z blogiem miałem wrócić dopiero na początku września, ale mobilizacja narzucona przez Beckiego sprawiła, iż już dziś postanowiłem napisać tekst o FC United of Manchester. Drużynie o istnieniu, której pewnie większość z Was wie, ale wie niewiele.
FC United of Manchester występuje w Evo Stik Premier Legue (7. klasa rozgrywkowa w Anglii). Swoją siedzibę ma w Bury, które jest dystryktem hrabstwa Greater Manchester. Założony został w 2005 roku przez grupę kibiców Manchesteru United, którzy nie pogodzili się z przejęciem Czerwonych Diabłów przez Malcolma Glazera.
Rodzina Glazerów, po kilku nieudanych próbach, przejęła Manchester United 12 maja 2005 roku, zadłużając jednocześnie klub na 700 milionów funtów. Grupa najgłośniej protestujących kibiców już miesiąc później ogłosiła, iż założy nowy, własny klub - FC United of Manchester (nazwa zwyciężyła w głosowaniu, w którym udział wzięło tysiące kibiców Manchesteru United otrzymując aż 44% poparcie). Wówczas dyrektor generalny Manchesteru United - David Gill - powiedział, iż ten klub przetrwa, co najwyżej do grudnia, potem miałby się rozpaść. Od tego dnia stał się on jedną z najbardziej znienawidzonych postaci wśród kibiców FC United of Manchester, ale także wielu sympatyków dużego UNITED, jak zwykło się mówić o Manchesterze United.
Bardzo szybko został także wybrany menedżer drużyny a został nim Karl Marginson, który piłkarzy prowadzi do dnia dzisiejszego. W nietypowy sposób został wybrany pierwszy skład drużyny. Został bowiem zorganizowany pewnego rodzaju konkurs czy raczej casting, w którym udział wzięło aż 900 zawodników (amatorów, pół-profesjonalistów oraz profesjonalistów). Z tego grona wybrano 200 najlepszych, a z nich wyłoniono 30-osobową grupę, która miała reprezentować FC United of Manchester w pierwszym sezonie istnienia (2005/6).
O tym jak kibicom bardzo zależało na istnieniu tego klubu może świadczyć fakt, iż w pierwszych kilku dniach zbierania składki, która miała pomóc w jego funkcjonowaniu, udało się zebrać ponad 100 tysięcy funtów. Za mniejsze pieniądze utrzymuje się w Polsce większość klubów III-ligowych.
Wszyscy kibice FCUM, bo takim skrótem posługują się kibice tego zespołu, na zawsze zapamiętają datę 16 lipca 2005 roku, bowiem tego dnia założony przez nich klub rozegrał swoje pierwsze spotkanie. Był to wyjazdowy pojedynek z Leigh Railway. FC United dopingowało aż 2 500 osób utożsamiających się z Manchesterem United. Był to bardzo ważny dzień dla tej grupy ludzi, bowiem mogli stać się w pewien sposób niezależni i zyskali klub, na który mieli pewien wpływ, na co nie mieli szans w Manchesterze United.
Pierwszy sezon przyniósł pierwsze sukcesy, bowiem klub, jako zupełny nowicjusz, zdołał od razu awansować do Northern Premier League Division One North (9. klasa rozgrywkowa w Anglii). Liderem drużyny był wówczas Irlandczyk Rory Patterson. Zdobył on wówczas 18 bramek.
Imponująca, obok awansu, była również liczba widzów, która pojawiała się na meczach FCUM, bowiem na stadionie zjawiało się średnio 3 000 fanów, a na spotkaniu kończącym sezon, rozgrywanym na Gigg Lane (stadion FC United) zjawiło się aż 6 000 osób.
Kolejny sezon gry przyniósł kolejny awans, klub rozwijał się w iście imponujący sposób. O zwycięstwie w lidze zdecydowała przede wszystkim świetna gra Pattersona, ale także Stuarta Rudda, który strzelił niemal 40 bramek (we dwójkę zaliczyli 60 trafień).
Co ciekawe, barw FC United bronił wówczas Rhodri Giggs. Zbieżność nazwisk nie była przypadkowa, bowiem on jest bratem Ryana. Na tym jednak ich wspólne cechy się kończą. Ryan od dziecka wykazywał znacznie większy piłkarski talent od brata, który swoich sił próbował w Livngston. Może jego kariera potoczyła by się znacznie lepiej, gdyby nie skłonność do używek, która doprowadziła do tego, iż w ciągu siedmiu sezonów reprezentował barwy aż 10 klubów, a grając dla Bangor City został skazany na dziewięć miesięcy pozbawienia wolności. Dla FC United rozegrał 37 spotkań, w których strzelił 15 bramek. Po sezonie nie zdecydował się na podpisanie nowego kontraktu i przeniósł się do Curzon Ashton.
Kolejne rozgrywki - sezonu 2007/8 były już znacznie trudniejsze, bowiem FC United mierzył się z już z klubami profesjonalnymi, ale także zakończył się awansem. Jednak tym razem nie bezpośrednim, bowiem klub promocję do wyższej klasy rozgrywkowej wywalczył sobie po wygraniu finału play-off z Skelmersdale United 4:0. W owym sezonie FCUM poczynił znaczne wzmocnienia, ściągając m. in. Kyle'a Wilsona oraz Phila Marsha, który niegdyś reprezentował barwy Manchesteru United.
Niestety, kolejny sezon nie przyniósł już awansu. Do szczęścia zabrakło jednak niewiele, bowiem drużyna do ostatniego spotkania walczyła o udział a barażach. Jednak remis Bradford Park 1:1, gdzie drużyna straciła bramkę w 87. minucie, sprawił, iż kibice musieli się zadowolić szóstym miejsce, co było niezłym, jak na beniaminka, wynikiem. Najlepszym strzelcem zespołu był wówczas Kyle Wilson, strzelec 21 bramek.
Sezon 2009/10 był, jak dotąd, najsłabszym w wykonaniu klubu, na który zwykło się mawiać Red Rebels. Drużyna już na samym początku, z powodu serii porażek, straciła szanse na awans. Rozgrywki zakończyła na zaledwie 13. miejscu.
Sezon 2010/11 był niezwykły dla FC United of Manchester, mimo że drużyna nie zdołała awansować do wyższej klasy rozgrywkowej, przegrywając 0:1 finał play-off z Colwyn Bay. Sezon ten był niezwykły, bo drużynie udało się przedrzeć przez szereg spotkań eliminacyjnych i po raz pierwszy w historii awansować do pierwszej rundy FA Cup, co było wręcz niewyobrażalnym sukcesem. Piłkarze FC United zmierzyli się wówczas z Rochdale United (League One). Transmisję z tego, wygranego 3:2 (decydująca bramka padła w 4. minucie doliczonego czasu gry), spotkania przeprowadziła także polska stacja telewizyjna SportKlub.
Po zakończonym spotkaniu niesamowita ilość fanów FC United of Manchester wybiegła na boisko, świętując wraz z piłkarzami, awans do kolejnej rundy, ukazując tym samym prawdziwą radość z footballu, tego nieskomercjalizowanego, czystego i pięknego. Znaleźli się tam także fani z Polski (flaga From Pole to Pole). Kibice odśpiewali wówczas chóralnie 'Are you watching David Gill?', odpowiadając tym samym na słowa Anglika sprzed kilku lat.
W drugiej rundzie rozgrywek FC United spotkało się z Brighton, które wówczas było liderem League One. Jednak także wówczas piłkarze z Manchesteru się nie poddali i mimo że mecz był rozgrywany na terenie rywala pierwsi strzelili bramkę. Niestety na kilka minut przed końcem gospodarze ustalili wynik spotkania na 1:1. Trzeba jednak powiedzieć, że bohaterem FCUM został bramkarz Sam Asthon, który w doliczonym czasie gry obronił rzut karny.
Mecz rewanżowy, rozgrywany, na Gigg Lane, nie był już tak udany, bowiem znacznie lepsza okazała się ekipa Brighton wygrywając 4:0. Jednak mimo to pucharową przygodę trzeba uznać za niezwykle udaną.
W rozpoczętym 13 sierpnia bieżącym sezonie ligowym FC United rozegrało, jak dotąd 3 spotkania. Dwa z nich wygrało (2:0 z Stafford Rangers i 6:3 z North Ferriby Utd) oraz jedno przegrało (1:2 Chasetown). Mecz ten został rozegrany dziś o godzinie 16 polskiego czasu. Według wstępnych informacji FC United miało sporą przewagę, jednak pod koniec spotkania goście przeprowadzili dwie akcje i przechylili szale zwycięstwa na swoją korzyść.
Mam nadzieję, że do krótkie przedstawienie historii tej drużyny sprawi, że choć część z Was się nią w pewnym stopniu zainteresuje i nie pozostanie wobec niej obojętny.
PS Kibice Manchesteru United i FC United of Manchester wymyślili już skrót, który łączy oba kluby - MUFCUM.
Za pomoc w napisaniu tekstu chciałbym podziękować Wojtkowi Wojciechowskiemu, który właściwie przekonał mnie do zainteresowania się tym klubem.
Napisany przez misza | Data 14 sierpnia 2011, 21:15
Tagi: David de Gea, West Bromwich Albion
Pierwszy ligowy mecz już za nami, więc jest to najwyższa pora na rozruszanie bloga, którego ostatnio, z powodu wyjazdu na wakacje i praktyk zawodowych, nieco zaniedbałem. Po spotkaniu West Bromwich Albion nie mówi się jednak najwięcej o korzystnym wyniku czy wspaniałej formie Ashleya Younga, ale o Davidzie de Gei, który po raz kolejny zawinił przy utraconej bramce.
Maciek na swoim blogu pisze, ''Na szczęście jednak jego błędy trafiły się w wygranych meczach''. Moim zdaniem nie jest to żadne usprawiedliwienie dla byłego zawodnika Atletico Madryt, bowiem jego błędy powodowały, iż wynik stawał się niekorzystny. Nikt nie miał pewności, iż piłkarze z pola zdołają nadrobić ten błąd. On się przecież do tego nie przyczynił. Czym innym bowiem byłoby, gdyby owe błędy popełniał przy stanie 4:0 dla United, gdy można już sobie pozwolić na pewne rozluźnienie.
Dalej czytamy; ''Dodatkowo należy pamiętać, że to jego początki w tym państwie i w tej lidze, ucząc się dopiero języka, grając z zupełnie nowymi zawodnikami, kiedy masz zastąpić jednego z najlepszych bramkarzy świata i grać na pozycji, gdzie przystosowanie się do drużyny jest prawdopodobnie cięższe niż na jakiejkolwiek innej.''.
Łatwo można dojść do wniosku, iż Maciek sugeruje, iż Hiszpanowi należy po prostu dać trochę czasu. Nie zmienia to jednak faktu, iż za występy z Manchesterem City należy mu się bura w szatni oraz narzekanie ze strony kibiców. Piłka nożna to prosta gra i prosta powinna być jej ocena. Zagrałeś dobry mecz - należą Ci się słowa uznania, spieprzyłeś sprawę - należy Ci się opiernicz. Gdyby de Gea zagrał dobrze, wszyscy by go chwalili i wątpie, że Maciek mówiłby, iż należy się jeszcze wstrzymać z oceną, bo potrzebny jest czas, więc o tym nie powinno się wspominać także teraz. Zwłaszcza na każdym kroku. To tłumaczenie jest niemal tak pokrętne jak Marcina Wasilewskiego na powyższym filmiku.
''Według mnie warto pamiętać, że debiutował na Wembley przy 40-tysięcznej ekipie kibiców City...''To akurat nie powinno stanowić problemu. De Gea przecież grywał już na Santiago Bernabeu w derbach Madrytu, gdzie kibice Królewskich byli do niego wrogo nastawieni, więc nie była to dla niego nowość.
Na forum stowarzyszenia MUSC PL spotkałem się z opinią, iż nikt z nas nie powinien krytykować gry hiszpańskiego golkipera, bowiem Eric Steele oraz sir Alex Ferguson lepiej znają się na piłce i doskonale wiedzieli co robią, gdy sprowadzali go do klubu. Oczywiście nie sugeruję, iż to ja powinienem zastąpić Fergusona na stołku menedżerskim, ale przecież każdy ma prawno do dobrej bądź złej oceny poszczególnych zawodników. To jeszcze nie świadczy o tym, iż pozjadaliśmy wszystkie rozumy. No, a poza tym także sir Alex Ferguson popełnia błędy. Jednym z nich mogło być sprowadzenie Hiszpana. Krytykujmy, więc de Geę!
PS W post scriptum dosłownie kilka słów o dzisiejszym spotkaniu. Zawodnikiem meczu został oczywiście Ashley Young, który zwłaszcza w pierwszej połowie grał tak, że ręce aż same składały się do oklasków. Za urtatę bramki ochrzan należy się także Chrisowi Smallingowi, który w dziecinny sposób dał się ograć Longowi. Jednak warto podkreślić, iż Anglikowi zabrakło asekuracji. Do akcji podbiegł, co prawda, Tom Cleverley, ale było już za późno. Znacznie wcześniej w tym miejscu powinien znaleźć się ktoś z dwójki Vidić/Smalling. Zawiodłem się trochę postawą Toma Cleverleya, który grał nieco zbyt bojaźliwie i zbyt często, wzorem defensywnych pomocników, zagryał do najbliższego partnera. To jednak było spowodowane tremą, chłopak się rozkręci (zajeżdża tu trochę hipokryzją, ale jest on w zupełnie inne sytuacji niż de Gea). Zawiódł Nani, który w pre-season prezentował się znacznie lepiej, ale miejmy nadzieję, że to wypadek przy pracy. W ataku grał praktycznie sam Rooney, bo Welbeck zagrał najsłabszy mecz od czasu powrotu z wypożyczenia, a Berbatow pokazał czemu siedzi na ławce rezerwowych. Martwią oczywiście kontuzje obrońców, bowiem w meczu z Tottenhamem zagra jedynie jeden nominalnie podstawowy defensor - Patrice Evra, który powinien wyleczyć drobny uraz kolana. Całe szczęście, iż Vidić powinien wrócić na mecz z Arsenalem, bo Ferdinanda, z powodzeniem, może zastąpić Smalling, zaś Rafaela jego brat Fabio.
Bonus De Gei często słusznie zarzuca się, iż nie reaguje przy strzałach ( m. in. bramka Alcantary na 1:1 w meczu z Barceloną). Zastanawiało mnie czy często mu się to zdarza. Poniższy skrót meczu (bramka na 2:0) pokazuje, iż raczej niej. Z całą stanowczością na to pytanie nie odpowiem, bo spotkań Atletico nie śledziłem, ale już teraz wiem, iż z przyjemnością przejrzę sobie skróty spotkań tej drużyny z poprzedniego sezonu.