04.03.2010 do newsa Spełnione marzenie Carricka
Pokaż
Sir Alex Ferguson jest gotowy na decydującą część sezonu. Szkot doskonale zdaje sobie sprawę, że Manchester United o mistrzowski tytuł będzie walczył nie tylko z Chelsea, ale i Arsenalem, który do lidera traci tylko trzy punkty.
Finisz tegorocznych rozgrywek Premier League zapowiada się interesująco. W ostatnich latach na tym etapie sezonu w walce o mistrzowski tytuł liczyły się dwa zespoły. W tym roku drużyny z tzw. Wielkiej Czwórki konsekwentnie gubiły punkty, co zapowiada jeszcze większe emocje w decydującej fazie sezonu.
– Arsenal wrócił do gry – mówi sir Alex Ferguson. – Na papierze mają najłatwiejszy terminarz, więc finisz sezonu będzie interesujący.
– Porażka Chelsea z Manchesterem City była dla nas dobrym wynikiem. Zostało jednak wiele trudnych spotkań.
Choć sir Alex Ferguson dostrzega zagrożenie ze strony londyńskich klubów, to wierzy, że jego podopieczni obronią wywalczone przed rokiem trofeum.
– Na początku roku trzeba być niezwykle skupionym i nie robić błędów – tłumaczy Ferguson.
– Ostatnio przegraliśmy z Evertonem, byliśmy nieco zmęczeni. W meczu z West Ham, a następnie w finale Pucharu Ligi z Aston Villą zareagowaliśmy jednak odpowiednio.
– Po raz kolejny pokazaliśmy, że ten klub jest zdeterminowany do osiągania założonych celów. Zobaczycie w końcówce sezonu, że nie odpuścimy – dodaje Szkot.David Gill nie popiera działań inwestorów nazywanych „Czerwonymi Rycerzami”. Dyrektor wykonawczy Manchesteru United podkreśla również, że klub nie jest na sprzedaż.
„Czerwoni Rycerze” to grupa zamożnych kibiców mistrzów Anglii, którzy chcą odkupić klub od Malcolma Glazera.
– Nasi właściciele mają długoterminowe plany. Podobnie jest w przypadku Tampa Bay, które przejęli w 1994 roku – przyznał Gill na konferencji Soccerex.
– Glazerowie nie zamierzają sprzedawać klubu, choć nie oznacza to, że grupy takie jak „Czerwoni Rycerze” nie mogą wyjść do ludzi z kilkoma pomysłami. Na razie nic nie wskazuje na to, że dotychczasowi właściciele będą chcieli oddać kontrolę nad klubem.
– Glazerowie nie chcą sprzedawać klubu, a z naszej perspektywy zarządzają Manchesterem United we właściwy sposób.
Gill sceptycznie podchodzi również do stylu zarządzania klubem proponowanym przez „Czerwonych Rycerzy”.
– Nie wiem jak 20, 30 czy 40 bogatych inwestorów miałoby rządzić Manchesterem United. Lepiej kiedy klubem zarządza jedna osoba i ona podejmuje decyzje. Tak jest szybciej i efektywniej. Wystarczy popatrzeć na Romana Abramowicza w Chelsea, szejka Mansoura w Manchesterze City czy Silvio Berlusconiego w Milanie – twierdzi Gill.
– Jeśli mamy do czynienia z grupą bogatych inwestorów, to każdy z nich chciałby być zaangażowany w proces decyzyjny. Nie mam pojęcia jak to wszystko się skończy, ale nie jest to istotne.
– Większość kibiców Manchesteru United powinna być szczęśliwa z tego co robimy – kończy Gill.Zwycięstwo w Pucharze Ligi może być zdaniem Gary’ego Neville’a katalizatorem kolejnych sukcesów Manchesteru United w tym sezonie.
– Ludzie mogą mówić, że to najmniej znaczące rozgrywki pucharowe, ale myślę, że będą dla nas niczym trampolina i pozwolą nam na odniesienie kolejnych sukcesów – mówi Neville w rozmowie z MUTV.
– W poprzednich latach się to sprawdzało, więc mam nadzieję, że w tym sezonie również tak będzie.
Neville Puchar Ligi darzy szczególnym sentymentem, bo było to pierwsze trofeum, które wywalczył jako kapitan Manchesteru United. Po triumfie w 2006 roku „Czerwone Diabły” jeszcze dwukrotnie sięgnęły po Carling Cup.
– Te rozgrywki od kilku lat są dla nas bardzo udane. Świetnie mieć medal na szyi na tak wczesnym etapie sezonu – tłumaczy Neville.
Gary pytany o umiarkowaną radość zespołu w szatni odpowiada: – Jeśli byłby to ostatni mecz sezonu, to szalelibyśmy z radości. A tak, wciąż jest jeszcze wiele do wygrania.
– W sobotę gramy na wyjeździe z Wolverhmapton. Mamy nadzieję, że wszyscy zawodnicy wrócą cali ze zgrupowań reprezentacji. Później czeka nas wielkie spotkanie z Milanem.
– Następnie zagramy z Fulham i Liverpoolem. Teraz musimy wygrywać każde ligowe starcie. Nikt jeszcze nie uciekł, ale przychodzi czas, w którym musimy przyspieszyć i zaatakować – kończy Neville.
04.03.2010 do newsa Ferguson: Będziemy walczyć do końca
Pokaż
Tegoroczny sezon w Premier League może być najciekawszym w historii tych rozgrywek. Oto na 10 kolejek przed finiszem wciąż trudno uznać, że najlepsza liga świata ma żelaznego faworyta do mistrzostwa.
Chelsea z Didierem Drogbą i Manchester United z Waynem Rooneyem cały czas przewodzą stawce, ale tuż za nimi jest Arsenal Londyn. Z tradycyjnej rywalizacji Wielkiej Czwórki odpadł Liverpool, który może mieć kłopoty, by jesienią wystartować w Lidze Mistrzów.
» CHELSEA LONDYN - 61 pkt
The Blues są liderem, choć już dwukrotnie roztrwonili sporą przewagę nad rywalami. Na koniec listopada, po zwycięstwie 3:0 nad Arsenalem, Chelsea zwiększyła przewagę nad Kanonierami do 11 punktów. 20 stycznia Arsenal został liderem Premiership, pierwszy raz od dwóch lat, po serii sześciu wygranych w ośmiu meczach. Ale porażki z Manchesterem United i Chelsea zepchnęły Kanonierów na trzecie miejsce, dziewięć punktów pod Chelsea. Niebieskim znów deptały po piętach tylko Czerwone Diabły. Teraz na górze jest ścisk - Chelsea ma punkt przewagi nad MU i trzy nad Arsenalem. W specjalnej tabeli Premiership, zestawiającej wyniki ostatnich sześciu spotkań, drużyna Carlo Ancelottiego jest dopiero dziesiąta. Dobrej dyspozycji nie może odnaleźć John Terry. Po wybuchu seks-skandalu kapitan Chelsea jeszcze grał pewnie, a le kłopoty zaczęły się, gdy stracił opaskę kapitańską w reprezentacji. Gole stracone w meczach z Evertonem i Manchesterem City wyraźnie obciążają jego konto. Jednak szkoleniowiec nie traci wiary w Terry'ego. Mówi o zawodniku tylko dobrze: „popełnialiśmy błędy, ale nie Terry"; „to nasz kapitan i tak pozostanie". Unika krytyki: - Jesteśmy na pierwszym miejscu i będzie nam coraz trudniej. Wierzę jednak w zespół. To jest dla nas dobry sezon.
Zbyt wiele dobrego nie można także powiedzieć o grze rezerwowego bramkarza Hilario, który na miesiąc zastąpił kontuzjowanego Petra Cecha. W tym czasie Chelsea musi zagrać między innymi rewanż z Interem Mediolan w Lidze Mistrzów. To może być dla londyńczyków przełomowy punkt sezonu. Do tego czasu w lidze grają jedynie derby z West Hamem. Dla utrzymania pozycji lidera krytyczny może być przełom marca i kwietnia - w dwie kolejne soboty Chelsea zagra wówczas z Aston Villą i Manchesterem United.
» MANCHESTER UNITED - 60 pkt
Z londyńczykami zaciekle w lidze walczy ekipa Alexa Fergusona, która w niedzielę pauzowała - mecz z Hull wygrała w środku tygodnia, by rozegrać z Aston Villą finał Pucharu Ligi (2:1) i dołożyć do kolekcji 34 trofeum. W tym sezonie każdy kolejny triumf będzie zależeć od dyspozycji Wayne'a Rooneya. To właśnie od w niedzielę wszedł z ławki i strzelił zwycięską bramkę. Dziennikarze wyliczyli, że może pobić Cristiano Ronaldo z jego 42 bramki (we wszystkich rozgrywkach) w sezonie 2007/08, po których zdobył Złotą Piłkę. Rooney ma już 28 goli (lider strzelców ligi z 23 golami), a do zagrania jeszcze maksymalnie 16 spotkań. - Mnie interesuje tylko wkład w zdobywanie medali - mówi piłkarz.
Rooney musiałby jednak zaliczyć bardzo nieudany występ na mundialu w RPA, by przestać się liczyć w walce o miano gracza roku 2010. Jego koncertem był mecz z Milanem na San Siro, w którym strzelił dwa gole. Po słabej pierwszej połowie zadziałała widocznie suszarka Fergusona i Czerwone Diabły wzięły stare byki z Mediolanu na rogi. Gdyby nie gol Seedorfa w końcówce, Milan nie miałby czego szukać w rewanżu.
Manchester i Chelsea mogą więc wygrać do maja potrójną koronę. Chelsea nie sięgnie po Puchar Ligi, a Manchester odpadł jedynie z Pucharu Anglii.
» ARSENAL LONDYN - 58 pkt
Outsiderem jest w tym gronie Arsenal. Kanonierom pozostała walka już jedynie na dwóch frontach: w Premier League i Lidze Mistrzów. W dodatku od wyżej notowanych w lidze angielskiej rywali londyńczycy mocno oberwali (1:2 i 1:3 z Manchesterem oraz 0:3 i 0:2 z Chelsea).
Gdyby jednak jakimś sposobem Arsenal sięgnął po tytuł mistrzowski, byłby pierwszym od II wojny światowej mistrzem Anglii, który przegrał wszystkie mecze w sezonie z drużynami z drugiego i trzeciego miejsca.
Po meczach z Chelsea i Manchesterem United pisano an Wyspach, że chłopcy Wengera przegrali z mężczyznami.
- Musimy wreszcie dorosnąć i być twardymi facetami- przyznawał potem Andriej Arszawin. Egzaminem dojrzałości mógł być dla Kanonierów ostatni mecz ligowy ze Stoke. Arsenal wygrał 3:1, strzelając dwie bramki w doliczonym czasie gry i podnosząc się z szoku po tym, jak rywal złamał nogę Aaronowi Ramsey'owi. Do zwycięstwa poprowadził londyńczyków Cesc Fabregas. Katalończyk pokazał w sobotę, co znaczy kapitan. A po meczu Arsene Wenger zapowiedział, że jego podopieczni wygrają tytuł dla Ramseya. O Pucharze Europy milczał, bo tu Arsenal może jeszcze zagrać z Chelsea i Manchesterem United. W lidze krajowej te spotkania już są za nimi, a poza meczami z Chelsea i MU Arsenal nie przegrał w lidze od listopadowego spotkania z Sunderlandem.