Cookies na
DevilPage.pl

W serwisach DevilPage.pl korzystamy z plików Cookies, aby zapewnić Wam wygodę i komfort użytkowania stron. Jeżeli rozumiesz i akceptujesz powyższy fakt, kliknij w link obok. Jeżeli potrzebujesz więcej informacji, zapraszamy do zapoznania się z naszym działem "Polityka Cookies", klikając na link po prawej.

Akceptuj pliki Cookies

Więcej informacji

Manchester okiem Biafry » Być kibicem znaczy wiedzieć...

Duncan Edwards. Ten najlepszy

Napisany przez Biafra | Data 5 lutego 2017, 21:53
Tagi: Busby Babes, Duncan Edwards, News
Duncan Edwards. Ten najlepszy „W charakterze i duchu Duncana Edwards ujrzałem prawdziwe odrodzenie brytyjskiego futbolu”
Walter Winterbottom – selekcjoner reprezentacji Anglii.


Odkąd sięgam pamięcią, futbol zawsze stanowił ważną część mojego życia. Szczerze mówiąc, w domu nie miałem zbytnio wyboru. Mój ojciec, najbardziej żarliwy adwokat najpiękniejszej z gier, nie rozpoczynał opowieści na dobranoc od „Dawno, dawno temu…”. Zamiast tego, słyszałem mniej więcej: „Czy wiesz, że Denis Law strzelił sześć bramek w meczu pucharowym przeciwko Luton w 1961, a spotkanie zostało przerwane z powodu opadów deszczu?”. Niektórzy siedmiolatkowie uznaliby to za nudne ciekawostki, ale ja chłonąłem każde jego słowo.

Niekiedy godzinami karmił mój młody umysł opowieściami, jaki 17-letni Pele przerzuca piłkę nad bezradnym obrońcą i zdobywa gola w finale mistrzostw świata w 1958 lub jak George Best zgubił raz krycie, jedynie dzięki zgubieniu swoich butów. Nie skłamałbym mówiąc, że był, i nadal jest, futbolowym maniakiem, a jego pasja przeszła na mnie.

Wraz z moim bratem, ojciec chrzestnym i kuzynem, zjeździliśmy kraj wzdłuż i wszerz oglądając mecze piłkarskie na wszelkich szczeblach rozgrywek, starając się zapamiętać te wszystkie chwile, mające przetrwać w naszych głowach na zawsze. Jedyne pytanie, jakie zadawaliśmy sobie widząc wszelkie pokazu geniuszu, brzmiało: czy to naprawdę się dzieje? Podczas tych podróży, mieliśmy szczęście widzieć w akcji najlepszych piłkarzy, ale także tych najgorszych, jednak mimo wszystko, wciąż tam byliśmy. Widzieliśmy zawodników, którzy wykonują rzeczy, o jakich my mogliśmy tylko pomarzyć.

Wspólnie siedzieliśmy także w ten upalny dzień 8 września 1990 roku na White Hart Lane, kiedy Paul Gascoigne, napędzany sukcesem na Mundialu sprzed kilku miesięcy, niespodziewanie zdobył swojego pierwszego i jedynego hattricka w historii angielskiego futbolu. Podczas lat 90., dostąpiliśmy zaszczytu oglądania takich niesamowitych talentów jak Cantona, Beckham, Giggs, Ginola, Klinsmann, Bergkamp, Rivaldo czy Figo, łapiąc momenty, które na zawsze zostaną w naszej pamięci. W ostatnich latach, zostaliśmy oczarowani magią Henry’ego, Ronaldinho, Ronaldo oraz Messiego, a nawet byliśmy na finale Pucharu Anglii z 2006 roku, kiedy Steven Gerrard zaliczył kompletny występ, zdobywając dwa gole i prowadząc Liverpool do wygranej w stylu prawdziwych „Roy of the Rovers”.

Wracając ze swoich futbolowych pielgrzymek, byliśmy często tak poruszeni wspaniałymi występami zawodników, że nasza konwersacja przechodziła płynnie do jednego, starego jak świat pytania: kto był najlepszym piłkarzem wszech czasów? Nigdy nie umiałem się zdecydować na jedno nazwisko, gdyż mój umysł przeskakiwał po całym rankingu od Pele do Zidane’a, mój dziadek Barry zawsze podawał taką samą odpowiedź: Duncan Edwards. Zazwyczaj nic sobie z tego nie robiliśmy, ale on był uparty: w jego oczach Edwards był, i zawsze będzie, tym najlepszym.

W latach 50., mój dziadek za pomocą własnych stóp, busów i pociągów przemierzał różne zakątki kraju, aby obserwować w akcji najlepszych piłkarzy tamtych czasów. Czy deszcz, czy słońce, każdej soboty musiał być na meczu, wciśnięty w tłum na trybunach, z przypiętą rozetą w klapie, zamierzając przeżyć piłkarską ucztę. Był to okres, który został zapamiętany jako złote czasu angielskiego futbolu, gdyż ówcześni kibice mogli podziwiać w akcji sir Stanleya Matthewsa, Billy’ego Wrighta, sir Toma Finneya oraz Johna Charlesa podczas ich najlepszych lat kariery. Jednak to Duncan Edwards z Manchesteru United tak naprawdę przykuwał jego uwagę.

Wielki, silny, szybki i wysportowany – mój dziadek przekonywał, że 'szóstka' z Manchesteru United posiadała także niesamowitą kontrolę piłki i umiejętności pozwalające mu na posyłanie jej w każdy zakamarek boiska za pomocą obu nóg, a dodatkowo była czołgiem w odbiorze, czuła się komfortowo na każdej pozycji i miała serce lwa. Nie było nic, co mogłoby go przestraszyć.

Jako jeden ze słynnych Dzieciaków Busby’ego, był także integralną częścią zespołu, który wygrał dwa mistrzostwa kraju, zagrał w finale Pucharu Anglii oraz dwa razy dotarł do półfinału Pucharu Europy. Do niego także należał rekord jeśli chodzi o najmłodszego zawodnika w reprezentacji Anglii, co prowadziło do kolejnego argumentu mojego dziadka: gdyby nie katastrofa w Monachium, to właśnie Edwards, a nie Bobby Moore byłby kapitanem Anglii, sięgającej po triumf na mistrzostwach świata w 1966.

Wszyscy zgadzaliśmy się z tym, że Duncan Edwards był dobrym zawodnikiem, ale rozegrał tylko cztery pełne sezony w profesjonalnym futbolu, co umówmy się jest za krótkim okresem, aby
otrzymać tytuł najlepszego piłkarza wszech czasów. I nawet jeśli to, co o nim mówią jest prawdą, gra kiedyś była zupełnie inna – była wolniejsza, mniej techniczna, mniej wymagająca.

Nie ma wątpliwości, że w dzisiejszych czasach, miałby problem z odnalezieniem się. Co więcej, warto także wziąć pod uwagę jeszcze jedną rzecz – osoby, które pamiętają grę Edwardsa mogą być nieco przyćmione sentymentem ze względu na to, co wydarzyło się później.

Ignorując nasze protesty, mój dziadek dalej brnął w zaparte i przytaczał słowa sir Bobby’ego Charltona: „Kto jest najlepszym piłkarzem w historii? Najlepszym z którym grałem? Czy najlepszym przeciwko któremu grałem? Nie ma to znaczenia, odpowiedź zawsze będzie taka sama, Duncan Edwards. I pamiętajcie, grałem z Moorem, Bestem i Law. A także przeciwko Pele.” W świetle takiej opinii, kto ośmieliłby się sprzeciwić?

Lata mijały, a ja słyszałem coraz więcej legend odnośnie wspaniałej gry Duncana Edwardsa. Zacząłem się więc zastanawiać, czy przypadkiem mój dziadek nie miał racji. Starając się zrozumieć tę tajemniczą legendę, obejrzałem kilka czarno-białych filmów na YouTubie, pokazujących go w akcji, a także przeczytałem trochę artykułów i książek na temat Dzieciaków Busby’ego. Niestety, nic co obejrzałem lub przeczytałem nie dawało mi odpowiedzi na moje pytanie: czy Duncan Edwards naprawdę był tak dobry jak mówili ludzie?

Starając się dotrzeć do podłoży „wybitności” Edwardsa, doszedłem do wniosku, że tylko w jeden sposób będę w stanie to ocenić: sięgając po raporty meczowe w gazecie z czasów, kiedy jeszcze był czynnym zawodnikiem. Przebrnięcie przez setki artykułów naprawdę otworzyło mi oczy.

Sportowi komentatorzy z czasów Edwardsa byli zachwyceni niemal każdą jego grą. Używano takich słów jak „majestatyczny”, „fenomenalny”, czy „nie z tej ziemi”, a także „tytan” starając się opisać jego wspaniałe występy dla United. Jednakże, nie było przymiotnika, który opisywałby go dokładnie. Był równie dobry w defensywie, jak i ofensywie, więc nie trudno domyślić się, dlaczego tak go chwalono. Podczas gdy fani Manchesteru United mogli oglądać jak młoda gwiazda dominuje Europę, sympatycy reprezentacji Anglii podziwiali go, jak demolował Brazylię, czy ówczesnych mistrzów świata z Zachodnich Niemiec. Szybko zacząłem zdawać sobie sprawę, że niesamowita otoczka wokół tej postaci była prawdziwa. Zdesperowany, żeby znaleźć więcej, postanowiłem napisać książkę o życiu posiadającym tak wiele potencjału, ale zakończonym tak szybko.

Moją misją stało się dotarcie do samego spodu legendy o Duncanie Edwardsie - miałem zaszczyt rozmawiać z jego kolegami z Manchesteru United i reprezentacji Anglii, a wszyscy byli szczęśliwi, że mogli podzielić się ze mną wspomnieniami o nim. Zostałem także zaproszony do domów niektórych przyjaciół Edwardsa, tych niezwiązanych z futbolem, dzięki czemu mogłem zrozumieć, jakim człowiekiem był poza boiskiem. Ich wspomnienia i anegdoty pozwoliły mi na wyciągnięcie Edwardsa z czarno-białych zdjęć, przekształcając w pełny obraz życzliwego, dobrego i pracowitego mężczyzny jakim był.

Jednak podczas tych poszukiwać było coś, co jeszcze bardziej mnie zdziwiło. Podczas gdy zawsze czułem, iż piłkarze z lat 50. mieliby ogromny problem z odnalezieniem się we współczesnym futbolu, szybko zdałem sobie sprawę, że w drugą stronę byłoby podobnie. Jak obecne, bogate gwiazdki zareagowałyby na dwa lata obowiązkowej służby wojskowej w środku swojej kariery? Czy byłyby zadowolone grając za kilka funtów tygodniowo? Czy wyglądaliby na tak szybkich i utalentowanych po rozegraniu ponad 90 meczów w jednym sezonie, na kiepskich boiskach z twardą piłką i w niewygodnych butach? Rzeczywiście, trudno sobie wyobrazić, żeby postacie jak Cristiano Ronaldo przyjeżdżały na Old Trafford na starym rowerze zamiast Ferrari. Jednak widzicie, Duncan Edwards robił tak cały czas, a nawet więcej.

Moją nadzieją jest, że ta książka, pomoże takim jak ja, nie mającym nigdy okazji zobaczyć Duncana Edwardsa w akcji, docenić jego niesamowity wkład w futbol. I być może, pomoże niektórym z was zrozumieć, że Duncan Edwards był rzeczywiście najlepszym piłkarzem jakiego świat kiedykolwiek widział.

Tekst pochodzi z książki "Duncan Edwards. The Greatest" autorstwa Jamesa Leightona. Moje jest jedynie tłumaczenie wprowadzenia do tej pozycji. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, wkrótce na sklepowych półkach ujrzycie całą historię najlepszego piłkarza, jakiego świat kiedykolwiek widział.

Tydzień w Manchesterze: Wem-ber-leeeey!

Napisany przez Biafra | Data 18 kwietnia 2016, 15:07
Tagi: Marcus Rashford, News, Tydzień w Manchesterze
Tydzień w Manchesterze: Wem-ber-leeeey! Nowa seria redaktora Republik of Mancunia, Scotta Pattersona, który od pewnego czasu pisze dla angielskiej wersji FourFourTwo ma już drugi odcinek, który znajdziecie poniżej. Zapraszam do lektury!

Tydzień w pięciu słowach
W końcu jedziemy na Wembley

Co poszło dobrze...
Pokonanie West Ham United i awansowanie po raz pierwszy od siedmiu lat do półfinału Pucharu Anglii sprawiło, że ten tydzień nie mógł wyglądać lepiej.

Nawet najbardziej optymistycznie fani nie zakładali zwycięstwa United, jednak jak wyznał po meczu Slaven Bilić - wygrał najlepszy zespół. Minęło już dwanaście lat od ostatniego triumfu w tych rozgrywkach, więc to chyba odpowiedni czas.

a co nie
Było dobrze, a później przyszedł pojedynek z Aston Villą, który był po prostu koszmarny. Pojawiło się sporo komentarzy, że obecna drużyna The Villans jest najgorszą w historii Premier League, a mimo to, Czerwone Diabły wygrały tylko 1:0.

Cytat tygodnia
"Ach tak? Tak ci się wydaje. OK. Masz na to dowody oczywiście? Rozmawiałeś z panem Perezem i panem Woodwardem?"

Komentarz Van Gaala odnośnie doniesień, iż David de Gea uzgodnił warunki transferu do Realu Madryt.

Co warto wiedzieć?
- Od momentu debiutu w Manchester United, Marcus Rashford strzelił 7 goli w 12 meczach. Żaden inny zawodnik w tym czasie nie przekroczył trzech goli.
- Antonio Valencia zaliczył swoją pierwszą asystę w Premier League od stycznia 2015 roku.
- Aston Villa nie wygrała żadnego z ostatnich 13 spotkań z Manchesterem United (W0, R3, P10)
- Sięgając jeszcze dalej, United przegrali tylko 1 z 41 ostatnich meczów z Villą w Premier League (W30, R10, P1).
- Czerwone Diabły zachowały 11 razy czyste konto w ostatnich 16 meczach.

Filmik/gif tygodnia


Wygrany tygodnia
Marcus Rashford - jego bramka przeciwko WHU pokazała, że to nie tylko dzieciak, któremu się poszczęściło, ale prawdziwy talent. I to właśnie ten talent zabierze United na Wembley.

Wśród fanów Aston Villi już tak popularny Marcus nie będzie: to właśnie jego bramka przypieczętowała spadek drużyny z Premier League. Było to 7 trafienie w 12 meczach, co potwierdza, dlaczego stale znajduje się w wyjściowej jedenastce.

Przegrany tygodnia
Według Van Gaala, Bastian Schweinsteiger nie zagra w barwach United do końca sezonu i prawdopodobnie nie wystąpi także na EURO 2016.

Pomocnik kosztował wprawdzie tylko 6,5 miliona funtów to na pewno był klasowym wzmocnieniem. Szkoda tylko, że ten sezon nie należał do niego ze względu na kontuzje.

Źródło: FourFourTwo

Tydzień w Manchesterze: O decyzjach Van Gaala słów kilka

Napisany przez Biafra | Data 11 kwietnia 2016, 19:23
Tagi: Louis van Gaal, News, Tydzień w Manchesterze
Tydzień w Manchesterze: O decyzjach Van Gaala słów kilka Przeglądając angielskie, a już na pewno internetowe wydanie magazynu FourFourTwo, można trafić na wiele ciekawych materiałów. Tym razem, udało mi się wyłowić nową serię redaktora Republik of Mancunia, Scotta Pattersona, który dzieli się swoimi przemyśleniami odnośnie Manchesteru United w bardzo ciekawej formie. Ze swojej strony postaram się co tydzień podrzucać tutaj jego teksty, ale nie przedłużając...

Tydzień w pięciu słowach
Czas pożegnać miejsce w TOP4.

Co poszło dobrze...
United przez 70 minut nie stracili bramki przeciwko Tottenhamowi.

a co nie
Druga połowa pojedynku przeciwko Kogutom zilustrowała największe bolączki drużyny w tym sezonie. Defensywa była beznadziejna, brakowało kreatywności w grze, a zawodnikom jaj.

W pierwszej odsłonie meczu, niewiele różniło oba zespoły, ale Tottenham potrzebował zaledwie sześciu minut przebłysku, żeby wywalczyć komplet punktów. Wcześniej takie rzeczy się zdarzały, ale wówczas to piłkarze z Londynu byli tymi przegranymi. Nie ma co dużo mówić - Koguty wykonały spory postęp w tym sezonie, czego nie można rzecz o graczach United.

Decyzja Louisa van Gaala o wystawieniu Ashleya Younga z przodu i Jessego Lingarda na środku, a Juana Maty i Anthony'ego Martiala także zasługuje na komentarz: co to do cholery był za pomysł?!

Cytat tygodnia
"Chcę pracować w klubie z odpowiedzialnością, w twardej lidze, tam gdzie nie ma łatwych celów." - Jose Mourinho. Praca w United z pewnością nie będzie łatwa, a były trener Chelsea doskonale wie, iż będzie to ogromne wyzwanie. Nie możemy przecież czekać w nieskończoność.

Co warto wiedzieć?
- Tylko mecze z udziałem Watford (27) miały mniej bramek w pierwszej połowie niż spotkania United (29 goli).
- United nie dało rady oddać celnego strzału na bramkę Kogutów w pierwszych połowach obu meczów tego sezonu.
- Pomiędzy pierwszą i trzecią bramką dla Tottenhamu minęło zaledwie 5 minut i 46 sekund.
- Koguty pokonały Czerwone Diabły na White Hart Lane po raz pierwszy od maja 2001 roku, kończąc serię 14 meczów bez wygranej u siebie.

Filmik/gif tygodnia




... plus Memphis vs Kyle Walker. Ding ding...



Wygrany tygodnia
Anthony Martial strzelił swoją 13 bramkę w sezonie, będącą także 1000 trafieniem United w Premier League podczas wygranej 1:0 z Evertonem. W tym meczu także pokazał się z jasnej strony, wyglądając jak jedyny, któremu zależy na zwycięstwie. Dodatkowo, to do niego należał jedyny celny strzał w tym spotkaniu.

Tim Fosu-Mensah jest z kolei jedynym, który mógł opuszczać Londyn z podniesioną głową. 18-letni obrońca popisał się wieloma wspaniałymi interwencjami, wyglądając na najbardziej doświadczonego z czwórki defensorów, chociaż było zupełnie inaczej. Zaledwie 10 minut po jego zejściu, United straciło 3 gole.

Przegrany tygodnia
Phil Jones rozegrał swój pierwszy mecz od trzech miesięcy (w drużynie rezerw) i wyglądał naprawdę tragicznie. Kilka razy założono mu siatkę, zupełnie odstawał w pojedynkach biegowych. Wypuszczenie go w meczu Premier League byłoby tragedią, ale nie wiem, czy taki pokaz umiejętności przeciwko drużynie Chelsea U21 (znajdującej się w połowie tabeli) nie jest większą.

Matteo Darmian prawie dogonił Jonesa pod względem koszmarnego występu. Z tą różnicą, iż on grał w Premier League, w ważnym meczu przeciwko Tottenhamowi. Marcos Rojo także był kandydatem, ale kiedy Darmian wchodził na boisko, wynik był 0:0. Kilka minut później, na tablicy widniało już 3:0 dla przeciwnika.

Źródło: FourFourTwo

Van Gaal vs Koeman: To coś więcej niż futbol

Napisany przez Biafra | Data 23 stycznia 2016, 13:20
Tagi: Ajax Amsterdam, Louis van Gaal, News, Ronald Koeman
Van Gaal vs Koeman: To coś więcej niż futbol Kiedy w sobotnie popołudnie, Southampton przyjedzie do Manchesteru, żeby zmierzyć się z Czerwonymi Diabłami, stawką pojedynku będzie coś więcej niż tylko wynik. Niezależnie od tego, co wydarzy się na boisku, menedżerowie obu drużyn z pewnością będą myśleć o czymś bardziej osobistym. Wiecie, Louis van Gaal oraz Ronald Koeman w ubiegłym sezonie mocno się pilnowali, ale teraz, wydaje się, iż holenderscy trenerzy idą na bitwę i nie obędzie się bez rozlewu krwi.

Panowie mieli okazję pracować wspólnie w Barcelonie, gdzie Van Gaal był menedżerem a Koeman jego asystentem. Ponownie para spotkała się w 2004 roku w Ajaksie. Początkowo, podział obowiązków wydawał się oczywisty: Koeman był menedżerem, Van Gaal dyrektorem sportowym. Mówiąc wprost, pierwszy z nich zajmował się wszystkim, co miało związek z pierwszą drużyną, podczas gdy drugi z panów był odpowiedzialny za kontakt ze skautami i ściąganie nowych zawodników. Dzięki temu, Koeman mógł skupić się tylko i wyłącznie na meczach, nie martwiąc się zupełnie o transfery. Brzmi logicznie, prawda?

Jednak nie dla Van Gaala. Obecny menedżer Manchesteru United zawsze uwielbiał mieć władzę, a jego pobyt w Ajaksie w roli dyrektora sportowego nie był wyjątkiem. Niemal natychmiast po objęciu stanowiska, Louis zaczął wtrącać się w interesy Ronalda, mieszając w pierwszej drużynie. Wkrótce zaczęło to drażnić menedżera zespołu.

Jak wspominał Koeman w swojej biografii, podczas każdej sesji treningowej, Van Gaal brał krzesło ze swojego biura i usadawiał się zaraz obok boiska treningowego. Następnie obserwował i oceniał piłkarzy, których szkolić miał trener. Przy kilku okazjach, dyrektor sportowy bił brawo zawodnikom, których lubił najbardziej.

Koeman był poirytowany. Koniec końców to on był menedżerem Ajaksu. Jako dyrektor sportowy, Van Gaal był w klubie, żeby mu pomagać, a nie podważać jego autorytet na oczach piłkarzy pierwszego zespołu. Negocjowanie transferów i dopinanie kontraktów w gabinecie - to było zadanie Van Gaala. Nie powinien dorzucać swoich trzech groszy do metod treningowych Koemana.

To jednak nie koniec. Status sprawy zmienił się ze złego na fatalny, kiedy Van Gaal zaczął aranżować spotkania z Koemanem, żeby przedyskutować taktykę. Ponownie menedżer czuł, iż dyrektor sportowy podważa jego autorytet. Dlaczego Louis starał się mu mówić, co ma robić? Czy to nie on był trenerem i osobą odpowiedzialną za taktykę?

Sprzedaż Zlatana


Gdyby tego było mało, doszła jeszcze sprawa Zlatana Ibrahimovicia. Napastnik, sprowadzony jeszcze przez poprzednika Van Gaala, swoją markę wyrobił sobie właśnie w Eredivisie, grając dla Ajaksu. Podczas przygody klubu z Ligą Mistrzów, także był jedną z najjaśniejszych gwiazd zespołu, oczywistym więc było, że latem 2004 roku, wielkie kluby zgłoszą się po Szweda. Jednakże Koeman był bardzo zdeterminowany, żeby zatrzymać Zlatana.

Ku przerażeniu menedżera, Van Gaal był innego zdania i w ostatnim dniu okienka transferowego, zaakceptował ofertę Juventusu Turyn za Zlatana Ibrahimovicia. Szwedzki napastnik odszedł, a wobec faktu, że okienko lada moment miało się zakończyć, Koeman nie miał czasu na zakupienie następcy.

Ronald był wściekły. Oczywiście, to do obowiązków Van Gaala należało zajmowanie się transferami, ale sprzedaż największej gwiazdy w ostatnim dniu okienka bez konsultacji z menedżerem? Kto miał zastąpił Zlatana? Kto miał teraz strzelać bramki zamiast niego? Jak Koeman miał walczyć o największe trofea z Ajaksem, skoro został bez największej gwiazdy?

On albo ja!


Rywalizacja Koemana i Van Gaala dotarła do punktu kulminacyjnego w momencie, gdy ten drugi przyznał publicznie, że Ajaks "nie gra już w stylu Ajaksu" (kibice United coś na ten temat wiedzą, prawda?). W klubie z Amsterdamu, gdzie nieustannie czuć można było presję ze strony kibiców i legend takich jak Johan Cruyff, aby prezentować ofensywną filozofię w myśl Futbolu Totalnego, takie słowa Louisa musiały być niczym nóż w plecy Ronalda. Wściekły menedżer zwrócił się do zarządu o podjęcie ruchów.

Tak też się stało. Zarząd wysłuchał Koemana i zwolnił Van Gaala. Możliwe, iż to właśnie rywalizacja z dyrektorem sportowym napędzała menedżera, gdyż wkrótce po odejściu Van Gaala, Ajaks zaczął prezentować się coraz gorzej. W lutym 2005 roku, zarząd był zmuszony zwolnić trenera. Taki obrót spraw pozostawił Ajaks bez Koemana, Van Gaala i Zlatana. To musiało zakończyć się rozlewem krwi.

Od momentu zwady w Ajaksie, Van Gaal i Koeman nigdy się nie pogodzili. Kiedy Manchester United zmierzy się z Southampton, obaj menedżerowie będą chcieli wyjść z tego starcia zwycięsko i pokazać światu, kto ostatecznie ma rację.

To coś więcej niż futbol. To pojedynek osobisty.

Źródło: FourFourTwo
Autor: Elko Born

Zasłyszane na sir Matt Busby Way #22

Napisany przez Biafra | Data 2 października 2015, 08:30
Tagi: Blogi, Cristiano Ronaldo, Robert Lewandowski
Zasłyszane na sir Matt Busby Way #22 Cały piłkarski świat żyje fantastycznymi występami Roberta Lewandowskiego oraz Cristiano Ronaldo, którzy w ostatnich dniach pokazali, że należą do zupełnie innej klasy piłkarskiej. Jednak w porównaniu do pewnego człowieka, ich wyczyny są tak naprawdę niczym wielkim.

Kiedy pomyślimy o wyczynie, jakiego dokonał Arsenal zajmując czwarte miejsce w tabeli LM Josef Bican możemy w pierwszej chwili pomysleć, że to żarty. Jak się jednak okazuje, historia tego pana jest najprawdziwsza z prawdziwych.

"Zapomniany Strzelec", czyli pochodzący z Austro-Węgier piłkarz jest osobą, o której prawdopodobnie nigdy nie słyszeliście. Chociaż powinniście.

Bican w swojej karierze, która zakończyła się, gdy Josef miał już grubo ponad 40 lat, strzelił 805 bramek w 530 spotkaniach o punkty.

Obecnie, Ronaldo chcąc poprawić ten wyczyn, musiałby grać zawodowo w piłkę niemal do 40., strzelając po 38 bramek na sezon.

Czym do cholery jest tradycja City?
Kim więc do cholery był ten Bican?

Urodzony we Wiedniu w 1913, Josef pochodził z biednej, czeskiej rodziny. Jak głosi miejska legenda, jego matka pewnego razu wbiegła na boisko, chroniąc młodego synka przed atakiem rywala za pomocą...parasolki, którą zaczęła atakować przeciwnika.

Wypatrzony przez Rapid Wiedeń, 18-letni Bican bardzo szybko zyskał sobie łatkę piekielnie szybkiego łowcy bramek. Pomógł mu w tym z pewnością fakt, iż na setkę biegał w czasie 10.8 sekundy.

Podczas swojej kariery, miał okazję grać dla słynnego austriackiego Wunderteamu, który dotarł do półfinału MŚ 1934, przegrywając tylko z ostatecznym zwycięzcą (i gospodarzem), Włochami.

W jak trudnych czasach przyszło Josefowi grać w piłkę? Wystarczy nadmienić, iż jedna z gwiazd Wunderteamu, została tajemniczo zamordowana w swojej sypialni w 1939 roku.

Według oficjalnych zapisków, Matthias Sindelar zmarł wskutek zatrucia tlenkiem węgla z uszkodzonego komina, jednak według podejrzeń, został po prostu zamordowany przez Gestapo za zbyt głośne świętowanie bramki przeciwko Niemcom, którą zdobył chwilę wcześniej.

Bican wojnę przeżył, jednakże jego sława została nieco przyćmiona przez zalewających świat piłkarski utalentowanych Brazylijczyków, którzy pojawili się na scenie w latach 50. i 60.

Jego tytuł, osoby najlepiej wykańczającej akcję, skradł sam Pele. Dopiero w 2001 roku, Międzynarodowa Federacja Historyków i Statystyków Futbolu, przyznała Josefowi Bicanowi tytuł najlepszego strzelca XX wieku.

Pozostaje jednak pytanie, czy Josef byłby w stanie dokonać tego jako piłkarz Liverpoolu? w obecnych czasach?

Sam zainteresowany nie miał najmniejszych wątpliwości. "Słyszałem wiele razy, iż w moich czasach o wiele łatwiej było zdobywać bramki" komentował Bican. "Jednak sto lat temu, szanse były takie same jak teraz i jak będą za kolejne sto lat. Jeśli miałbym pięć okazji, wykorzystałbym pięć. Jeśli miałbym siedem, zdobyłbym siedem goli."

Josef Bican odszedł w 2001 roku w wieku 88 lat, jednak jego rekord przez długi czas pozostanie nietknięty.

Jak jego wyczyn prezentuje się na tle reszty?

Josep Bican, 600 ligowych goli
Romario, 546 ligowych goli
Pele, 538 ligowych goli
Ferenc Puskas, 517 ligowych goli
Lionel Messi, 289 ligowych goli
Cristiano Ronaldo, 231 ligowych goli.

Cóż Cristiano, przed tobą jeszcze daleka droga :)

Źródło: DreamTeamFC
Archiwum wpisów

MECZE

Riverside

TABELA PREMIER LEAGUE

1. Chelsea 28 69 +38
2. Tottenham 28 59 +34
3. Manchester City 28 57 +24
4. Liverpool FC 29 56 +25
5. Manchester Utd 27 52 +19
» Pokaż pełną tabelę «

OSTATNIO NA FORUM


» Przejdź na forum «

STATYSTYKI - BRAMKI

Zawodnik PL LE FA EFL SUMA
1. Zlatan Ibrahimović 15 5 1 4 25
2. Juan Mata 6 2 0 2 10
3. Henrich Mychitarian 4 3 1 0 8
4. Paul Pogba 4 2 0 1 7
5. Marcus Rashford 3 0 3 1 7

KONTUZJE

Phil Jones
Zawodnik: Phil Jones
Kontuzja: nie określono
Kiedy: 20.03.2017
Powrót: -
Jesse Lingard
Zawodnik: Jesse Lingard
Kontuzja: uraz kostki
Kiedy: 19.02.2017
Powrót: -
Daley Blind
Zawodnik: Daley Blind
Kontuzja: Uraz głowy
Kiedy: 16.03.2017
Powrót: -
Paul Pogba
Zawodnik: Paul Pogba
Kontuzja: Uraz ścięgna udowego
Kiedy: 16.03.2017
Powrót: ok. 3 tygodnie
Wayne Rooney
Zawodnik: Wayne Rooney
Kontuzja: uraz kolana
Kiedy: 11.03.2017
Powrót: -
 

CIEKAWOSTKI

Wiedziałeś? Patrice Evra ma aż 24 braci i sióstr.

REKLAMA

Sklep piłkarski Nike Manchester United

POLECAMY