Napisany przez bar | Data 02 listopada 2011, 13:50
Tagi: Ashley Young, David de Gea, Fabio Da Silva, Nani, Phil Jones, Tom Cleverley
Młodzi piłkarze Manchesteru United to poczciwe chłopaki. Bez wątpienia radzą sobie w życiu sportowym, ale to tylko jedna strona medalu. Football to nie tylko to co dzieje się na boisku. Tam mogą być nieustępliwymi twardzielami, lecz jak jest w życiu osobistym? Niewątpliwie ma to wpływ na ich postawę na boisku. Komu uległy nasze gwiazdeczki? Oto skąd czerpią motywację, zresztą po tym co zobaczycie nie zdziwi Was dlaczego tak świetnie grają.
Tom Cleverley
Przebojem wdarł się do pierwszego składu United a co za tym idzie wzbudził niemałe zainteresowanie pięknych kobiet. Emily O’Hara to jak widać modelka. Zdecydowanie nie wstydzi się pokazywać swoich walorów.
David De Gea
Oprócz tego, że w wolnym czasie zabiera bogatym i daje sobie jest też świetnym bramkarzem. Wpadł w oko Edurne, która jest hiszpańską pop gwiazdką. Nie oszukujmy się jednak, David raczej nie poleciał na jej walory głosowe…
Chicharito
Tom postawił na urodę, David na urodę i piękny głos a Javier na urodę i inteligencję. Lety Sahagun to studentka stosunków międzynarodowych. Spotyka się z Groszkiem od dwóch lat, jak widać są szczęśliwą parą…
Phil Jones
Kaya Hall – to tej kobiecie, między innymi zawdzięczamy to że Phil jest z nami. Namawiała swojego chłopaka do przejścia do United przez co została zrugana przez fanów Blackburn. Kaya to nie tylko piękna ale i poczciwa kobieta!
Fabio Da Silva
Fabio w odróżnieniu od Rafaela(a nie ma wielu rzeczy którymi się różnią) założył rodzinę. Dorobili się nawet z Barbarą dziecka. A oto szczęśliwa rodzinka:
Barbara to ta niewiasta w białym.
Ashley Young
Skrzydłowy United nie miał łatwo z Nicky Pike, musiał odwołać ślub warty 200 tysięcy funtów. Jednak nie oznaczało to końca ich związku. Czy może jakakolwiek para wyglądać lepiej?
Nani
Daniela Martins to typowa WAG. Ma ładnie wyglądać i wychodzi jej to niekiepsko. Nani zaczął grać tak jak przystało na gościa z takim talentem. A jak już idzie dobrze to na całego!
Morał z tej bajki jest krótki i niektórym znany, jeśli chcesz mieć fajne dziewczyny chodź w czerwieni ubrany!
Napisany przez bar | Data 01 września 2011, 15:43
Tagi: Arsenal, Chelsea, Liverpool FC, Manchester City, Manchester United
Czyli, kto zostanie Mistrzem Anglii sezonu 2011/12? Ten artykuł będzie poświęcony rzeczy, którą Bar robi najlepiej – pisanie bez sensu o czymś o czym tak naprawdę nie ma większego pojęcia. W dalszej części tego, że tak zażartuję, ‘artykułu’ będę po kolei analizował faworytów do tytułu w tym sezonie. Podając średniej jakości argumenty wykażę kto i dlaczego zajmie pierwsze miejsce w lidze a kto uplasuje się kolejne cztery miejsca niżej.
Żeby udać zalążki bezstronności, kluby będą wymieniane w kolejności alfabetycznej.
Arsenal
Po tym co do tej pory zobaczyłem, nie wiem dlaczego umieszczam The Gunners w tym zestawieniu, no ale z szacunku do Arsene Wengera za wytrwałość i konsekwencję daję im szanse. Boss w ostatniej chwili wzmocnił swój zespół trzema nowymi zawodnikami. Jednak, czy to wystarczy? Wątpię. Z całym szacunkiem tym składem niczego na wyspach nie zwojuje. Teraz można było zwalić na kontuzje, później w razie niepowodzenia na brak zgrania. Gołym okiem widać słabych jakościowo zawodników jak na tak mocną ligę. Co do tego, że Arsenal się podniesie nie mam wątpliwości, jednak będzie to zdecydowanie za mało, aby włączyć się do walki z najlepszymi. Poukładanie zespołu po stracie dwóch kluczowych zawodników również zajmie trochę czasu. Zanim wejdą na właściwy tor, zdążą już stracić szansę na końcowy sukces. Wiem, iż słyszeliśmy to już miliard razy, lecz „może w następnym sezonie.”
Chelsea
Klub z Londynu z całą pewnością ma argumenty, żeby namieszać w tym sezonie. Choć André Villas-Boas to nie Jose Mourinho a Fernando Torres to nie Fernando Torres, to mimo wszystko kadra The Blues wygląda ciekawie. Nowy manager wprowadził odrobinkę świeżej krwi, która wraz ze starymi wyjadaczami może wyglądać interesująco. Mata i Lukaku to nazwiska o których może zrobić się na prawdę głośno w najbliższym czasie. Jeśli dołożymy do tego doświadczenie Lamparda, Terryego i Drogby oraz przebłyski geniuszu El Nino, to nie ukrywajmy, jest się czego obawiać. Przez ostatnie lata Chelsea stała się drużyną solidną. To nie Liverpool czy Arsenal, gdzie nigdy nic nie wiadomo.
Liverpool
Jakby nie patrzeć, wydali olbrzymie pieniądze na wzmocnienia. Nie dajmy się jednak temu omamić. Liverpool to Liverpool. Klub który od ponad dwóch dekad próbuje wrócić na szczyt, jak widać bezskutecznie. Rok w rok bezczelnie powtarzają, że to jest ich sezon, śmieszne. Zawsze ich huczne zapowiedzi spalają na panewce. W tym sezonie nie będzie inaczej. Powalczą, co do tego nie mam wątpliwości, ale nie mam też wątpliwości, że to za mało by nawiązać kontakt z najlepszymi(patrz Manchester United). Gerrard i spółka nic nie wskóra, nadal nie posiadają wystarczająco silnej kadry. W dalszym ciągu nikt oprócz Stevena nie będzie wstanie podnieść „drużyny” w momentach kryzysu. Bez zbędnych farmazonów, są bez szans na tytuł. Pozostaje tylko odwieczne pytanie: Czy stracą szansę na mistrzostwo jeszcze przed, czy zaraz po świętach Bożego Narodzenia?
Manchester City
W całym swoim braku sympatii i szacunku do ‘mieszczuchów’ muszę powiedzieć, że z sezonu na sezon wyglądają coraz groźniej. Tak jak kiedyś wyglądali niczym zbieranina przypadkowych piłkarzy kupionych za grube miliony, tak teraz kształtem zaczynają przypominać drużynę. Choć może brak im jaj, co udowodnili choćby w spotkaniu o Tarczę Wspólnoty, to zaczynają grać ciekawy futbol. Mancini ogarnął cały ten bajzel i stworzył z tych wielkich indywidualności zespół. Ile to wytrzyma? Nie wiem. Wydaje mi się, że są niczym bomba zegarowa, tylko nikt nie wie kiedy i czy w ogóle pieprznie. Może być tak, iż zagrają bajeczny sezon, może też być całkiem odwrotnie. Ciężko ich przewidzieć, przez co to w nich upatruję największego rywala United w drodze po tytuł. Jeśli będą grali tak jak do tej pory, to będą ciężkim orzechem do zgryzienia.
Manchester United
Zapewne nikogo nie zdziwi, że Czerwone Diabły są moim faworytem w wyścigu o mistrza. To nie jest też tak, jakobym był ślepo zapatrzony w United i miał klapki na oczach. Popatrzmy nawet obiektywnie, co rzadko mi się zdarza. Mamy najszerszą i ośmielę się stwierdzić, najbardziej utalentowaną kadrę ze wszystkich angielskich zespołów. Jak pisałem ostatnio, z powodzeniem możemy wystawić dwie niczym nie różniące się jedenastki. Dzięki temu prawdopodobne kontuzje nie będą wywierały na nas takiego wpływu jak na innych. Przykład tego mogliśmy dostrzec już na początku tego sezonu. Bez Vidica i Ferdinanda roznieśliśmy Arsenal, co w poprzednim sezonie byłoby raczej nie osiągalne. Mając do tego trenera, który nie raz udowadniał, że jak nikt inny umie radzić sobie z presją, nie mam wątpliwości co do naszego końcowego sukcesu.
Końcowa tabela wg Bar’a:
1. Manchester United
2. Chelsea Londyn
3. Manchester City
4. Liverpool
5. Arsenal
Ten tekst to było tylko ziarenko ode mnie. Chcę przeczytać Wasze opinie i argumenty. Kto zostanie Mistrzem Anglii według Ciebie? Kto będzie bił się o miejsce promujące awans do Ligi Mistrzów? Zapraszam do dyskusji!
Napisany przez bar | Data 29 sierpnia 2011, 15:58
Tagi: Chris Smalling, Danny Welbeck, David de Gea, Javier Hernandez, Phil Jones
To co aktualnie dzieje się w Manchesterze United napawa mnie nieukrywanym optymizmem. Szczerze? Nawet w najśmielszych snach nie spodziewałem się tak dobrej wymiany pokoleniowej jaka aktualnie ma miejsce w ekipie Czerwonych Diabłów. Niektórzy powiedzą, że to chwalenie dnia przed zachodem słońca. Czyżby?
To co grają nasi młodzi zawodnicy jest niewyobrażalne. Średnia wieku naszej obrony w spotkaniu z Arsenalem to 23 lata! Oni grają ze sobą dopiero kilka miesięcy a wyglądają jakby znali się od lat. Owszem David De Gea jak dotychczas nie wystrzega się błędów, ale można go zrozumieć. Przyszedł, aby z miejsca zastąpić wielkiego Edwina van den Sara, ciąży na nim olbrzymia presja i odpowiedzialność. Widać, że umiejętności ma, teraz jeszcze niech sie uspokoi, ochłonie i będzie numerem 1 na długie lata. Nie ukrywajmy, trzeba się będzie przyzwyczaić do jego klopsików, ale jestem pewny że to minie.
Przecierałem oczy ze zdumienia oglądając Chrisa Smallinga, nominalnego środkowego obrońcę, biegającego w tą i nazad po prawej stronie boiska. Jego współpraca z Nanim wygląda co najmniej obiecująco. A Jones? Moi mili, myślę że wystarczy napisać: „Rio, Vida – bójcie się o miejsce w składzie”. Został jeszcze Evans. Cóż, krytykowałem go za postawę w poprzednim sezonie i miałem ku temu swoje powody. Teraz najgorsze ma już za sobą, choć szczerze powiedziawszy nie sądzę, żeby grał regularnie po powrocie Ferdinanda i Vidica. Niemniej, jest pewnym punktem naszej kadry w razie kontuzji któregoś z wyżej wymienionych zawodników.
W środku pomocy bryluje jak na razie Tom Cleverley i Andi. Myślałem, że bez transferu jakiegoś rozgrywającego polegniemy na całej linii w tym sezonie. Myliłem się, ponieważ nie przypuszczałem, że młodzi tak się rozwiną w tak krótkim czasie. Czarnoskóry Brazylijczyk ewidentnie wydoroślał, z głową rozgrywa piłkę, wystrzega się głupich strat i w końcu staje się piłkarzem na miarę klubu w jakim gra. Co do Anglika, to podoba mi się jego nieustępliwy styl gry, widać iż zostawia serce na boisku. Być może nie jest to jeszcze drugi Paul Scholes, lecz nie widzę żadnych przeszkód w osiągnięciu poziomu naszej rudowłosej legendy. Nad skrzydłami nie będę się długo rozwodził. Ashley Young nader szybko wpasował się w styl ekipy z Old Trafford, Nani z kolei pokazuje, że warto było mu zaufać. Boss będzie miał nie lada problem kiedy do pełni sprawności wróci Antonio.
Jeśli chodzi o atak, to mamy kolejny powód do radości. Dwóch młodych – Welbeck i Chicharito. Boli mnie, że dość poważnego urazu nabawił się pierwszy z nich, mam nadzieję iż nie przeszkodzi mu to w kontynuowaniu udanie rozpoczętego sezonu. Obaj mają olbrzymi talent a Fergie już dokładnie wie co z tym fantem zrobić. Wszystko o czym pisałem wcześniej sprowadza się do naszego największego atutu na ten sezon…
Szeroka kadra
Wyżej skupiłem się tylko na młodzieży, ale przecież to nie cała amunicja jaką ma Manchester United. W sytuacji kiedy wszyscy zawodnicy są zdrowi z powodzeniem możemy wystawić dwie równorzędne jedenastki. To komfort na jaki nie może sobie pozwolić żaden klub w Anglii a nawet w Europie. Wykorzystując rotacje w składzie będziemy mogli w pełnej świeżości przetrwać boje na wszystkich frontach. Wymieszanie utalentowanej młodzieży z doświadczonymi wyjadaczami przyniesie korzyści dla obu stron. Obecnie nie widzę silniejszej Angielskiej drużyny(ale o tym niebawem w następnym tekście), z niecierpliwością oczekuję kolejnych spotkań. Bójcie się, bo na niebo wschodzi Czerwone Słońce!
Napisany przez bar | Data 21 lipca 2011, 13:35
Tagi: David Beckham, Gary Neville, Paul Scholes, Sir Alex Ferguson
Jak zapewne nie zauważyliście nie widzieliśmy się przez grubo ponad miesiąc. Cóż, filologia angielska to nie zimowy kurs dla pszczelarzy. Sześć egzaminów odebrało mi chęć do czegokolwiek, a o pisaniu notek nie wspomnę. Później krótkie wakacje i… wróciłem! Trzeba brać się do roboty, pojawiła się w końcu godna konkurencja. Dwa nowe blogi i to coś Miszy zapewne zmobilizują mnie do regularności.
Kończymy tłumaczenie mojego lenistwa i przechodzimy do konkretów. Jakiś czas temu sir Alex Ferguson stwierdził, że niezwykle ciężko będzie znaleźć godnego następcę Paula Scholesa już tego lata. Nikogo to nie dziwi. Wielu uważa rudowłosego emeryta za jednego z najlepszych środkowych pomocników w historii nie tylko na Wyspach, ale także na świecie.
Jeśli nie wypalą transfery Luki Modrica, Wesleya Sneijdera czy Samira Nasriego cóż nam pozostanie, czy jest jakieś inne krótkoterminowe rozwiązanie? Futbolowi romantycy, wśród których się znajduję, mają pewien pomysł.
Oglądając mecz pożegnalny Garyego Nevillea nie sposób było nie zauważyć zawodnika z numerem ‘7’. David Beckham to gwiazda, jedna z największych piłkarskich marek, oraz wciąż świetny zawodnik, o czym wielu zapomniało. Klasa światowa? Być może. Jakby nie było Becks posiada wszystko czego potrzeba, aby wypełnić lukę w środku pomocy.
Wielu z was stwierdzi, że to fantazje obłąkanego fana. Faktycznie może tak być. Nie zmienia to jednak faktu, iż David mógłby przynieść spore korzyści sportowe swoim powrotem na Old Trafford.
Zakończenie kariery przez Paula oznacza, że Beckham aktualnie jest najlepszym „long passerem” na świecie. Wszyscy widzieliśmy jego 80 metrowe podania z dokładnością do centymetra podczas spotkania z Juve. Ot tak dla zabawy. Do tego dośrodkowania i rzut rożny wykonany w sposób jaki żaden z naszych obecnych piłkarzy by nie wyegzekwował. Dodatkowo wytrzymał pełne 90 minut, co wskazuje na nienajgorsze przygotowanie fizyczne.
Taktycznie byłby podobnym wzmocnieniem do Modrica. Koniec końców od zawsze fascynowała go gra na środku pomocy. Swego czasu wywoływało to zażarte dyskusje z bossem, który wykorzystywał jego zabójcze dośrodkowania ze skrzydła jako główną broń. Po przejściu do LA Galaxy spełnił swoje marzenie z młodości i został playmakerem.
Teoretycznie Becks byłby łatwiejszym do ściągnięcia niż ‘10’ z Interu Mediolan. Mógłby w stylu Wesleya zapełniać dziurę za napastnikami. Byłby, w odróżnieniu od Carricka, usposobionym ofensywnie środkowym pomocnikiem.
Kolejny argument to statystyki. Mówią same za siebie. Od marca zaliczył 16 występów w których zdobył 2 bramki i zaliczył 7 asyst. Od początku swojej kariery w, stającej się coraz bardziej wymagającą, MLS rozegrał 65 spotkań strzelając 12 bramek do czego dołożył 24 asysty. To podobna statystyka do występów Ryana Giggsa w tym samym okresie.
Plusem Davida jest naturalnie jego doświadczenie. Jego wpływ na młodych piłkarzy w szatni mógłby być nieoceniony, szczególnie teraz kiedy ostatnio odeszło od nas pięciu doświadczonych piłkarzy. Warto nadmienić, że przecież występował przez kilka lat w La Liga. Wiedza o tym jak utrzymywać się przy piłce również powinna okazać się pomocna. Co więcej jego relacje z Fergusonem wydały się ostygnąć przez te lata.
To ostatni rok wartego 135 mln kontraktu Beckhama z LA. Myślę, że byłby w stanie przyciąć swoje zarobki na korzyść klubu, który jest tak bliski jego sercu. Przecież, nie tak dawno, był w stanie to zrobić próbując wynegocjować wypożyczenie do Tottenhamu. Zresztą, kiedy przechodził do Realu w 2003 roku, klub wyjawił, że pieniądze na niego wydane zwróciły się po tygodniu z samej sprzedaży koszulek…
Nie oszukujmy się, to był tylko sen. Jednak jest jeszcze jedna rzecz przemawiająca za jego powrotem – możliwość zastąpienia Scholesa, którego od zawsze uważał za wielkiego przyjaciela.
Napisany przez bar | Data 31 maja 2011, 21:34
Tagi: FC Barcelona, Wayne Rooney
Barcelona wygrała, wbrew temu czego oczekiwałem. Wygrała dlatego, że była drużyną lepszą pod każdym względem. Manchester United, w mojej jakże skromnej opinii, zagrał najgorszy mecz od 2009 roku – od finału z Barceloną.
Barcelona niczym nie zaskoczyła, zagrała po prostu jak Barcelona. Zaskoczył z kolei Manchester, który zagrał jak nie Manchester. Nie wiem czego zabrakło Czerwonym Diabłom po upływie pierwszych, swoją drogą obiecujących, 10 minut. Umiejętności? Woli walki? Motywacji? Czy może przysłowiowych jaj?
To nie był mecz, to był koszmar. Oczy bolały patrzeć na bezradność naszych ulubieńców wobec poczynań Hiszpanów. Ciśnienie skakało mi jak widziałem Carricka stojącego w środku i rozkładającego ręce, kiedy Messi, Xavi i Iniesta grali sobie w dziadka. Nie rozumiem dlaczego oni przestali biegać już po 10 minutach? To był sposób na Barce, nie dać im rozgrywać piłki w środku. Udawało się to do pewnego mementu, później wzięło w łeb i posypało całe spotkanie.
Pochwalić mogę Rooneya i środek obrony. Wayne sam spotkania nam nie wygra, ale dawał z siebie co mógł, jednak ciężko było coś wskórać wobec takiej a nie innej postawy reszty drużyny. Co do Rio i Nemanji to udawało im się przecinać podania, blokować Messiego, lecz oczywiście nie wystrzegli się błędów. Na strzały z dystansu wiele poradzić nie mogli, tutaj powinien działać środek pomocy. Trzeba wyciągać wnioski…
Zawiedliśmy, ale koniec końców nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Trzeba patrzeć w przyszłość, szukać wzmocnień. Straciliśmy już dwóch niezwykle ważnych piłkarzy. Koniecznością jest zakupienie środkowego pomocnika, co stwierdzam po tym co zobaczyłem w finale. Tutaj pole do popisu ma już boss, jestem przekonany, że wymyśli coś genialnego – zresztą jak zawsze.
Żeby nie było, że Bar potrafi tylko grzybić, użalać się i narzekać. Mamy za sobą naprawdę dobry sezon, jestem dumny z postawy naszej drużyny i oby tak dalej. Na Barce na razie nie ma mocnych, jednak niech się strzegą, bo Czerwone Diabły stworzą istne piekło swoim oponentom w następnym sezonie!