24.12.2011 do newsa Zostań Świętym Mikołajem i zgarnij diabelskie nagrody!
Pokaż
Dziś jest 24 grudnia, ogrom pracy przede mną, a ja już nie mam siły. Od kilku dni nieustannie rozwożę prezenty po całym globie, nie mam ani minuty wytchnienia, nie dojadam i nie dosypiam. Rudolf twierdzi, że dzięki temu trochę schudnę, a ja uważam , że on na starość staje się złośliwym zgredem i uwielbia mi dokuczać.
Coraz trudniej jest znaleźć uczciwych pracowników, elfy obijają się całymi dniami, popijają rum i wszystko pozostaje na mojej głowie, a przecież mam już swoje lata i należy mi się chwila odpoczynku.Z roku na rok trudniej zadowolić ludzi prezentami. Dawniej, jakieś pięćdziesiąt lat temu byli zdecydowanie mniej wymagający i cieszyli się z wszystkiego, cokolwiek dostali , teraz nic im się nie podoba.
Do tej pory pomagała mi we wszystkim żona, ale po tym, jak dowiedziała się o moich spotkaniach z Śnieżynką , obraziła się i wyjechała do swojej matki. Zaczynam się martwić o fundusze na prezenty, od rządów państw wpływają ciągle takie same kwoty, a potrzeby z roku na rok są większe. Zabiegam o dofinansowanie od osób prywatnych, ale sponsorzy oczekują ode mnie, abym rozwoził prezenty i jednocześnie reklamował ich firmy, a przecież to nie jest wykonalne. Wszak nie założę na mój czerwony strój podkoszulki z logo którejś z firm, moi poprzednicy ,,przewróciliby się w grobie'', gdyby o tym wiedzieli .
Mimo tych wszystkich utrudnień lubię swoją pracę, warto się starać, żeby zobaczyć uśmiech na twarzy dzieciaków.
A skoro już mówię o dzieciakach to własnie lecę do Manchesteru, aby obdarować młodzież Fergiego. Pierwszy po prezent przybiegł Anderson.
Dla tego przesympatycznego chłopaka miałem specjalny podarunek. Na początku swojej pracy dostałem koszulkę od jednego z najwybitniejszych piłkarzy w historii, a mianowicie nieżyjącego już niestety Garrinchy. To nie była jakaś tam zwykła koszulka, która Garrincha zakładał co tydzień w każdym meczu ligowym, ale była to koszulka z mistrzostw świata w Szwecji z 1958 roku. W tej koszulce Garrincha grał w wygranym finale 5:2 z gospodarzami.
Andi popatrzył na mnie z niedowierzaniem i po chwili... zobaczyłem w jego oczach tzw. świeczki. Szeroko się uśmiechnąłem, gdyż wiedziałem, że tego się nie spodziewał, a prezent był czymś wyjątkowym. Anderson przytulił się do mnie jak małe dziecko mówiąc przy tym, że zrobi wszystko, aby kiedyś ktoś inny dostał jego koszulkę z wygranego finału mistrzostw świata. Póki co obiecał, że niedługo wyślę swoją koszulkę z wygranego finału LM z Chelsea, w której strzelił gola w serii rzutów karnych, abym kiedyś mógł nią obdarować inną osobę.
Reszta prezentów dla UNITED to już zupełnie inna historia...