Strach przed kupowaniem
» Sir Alex Ferguson nie zamierza dokonywać spektakularnych zakupów w zimowym oknie transferowym
Od czasu odejścia Cristiano Ronaldo na Old Trafford nie trafił żaden środkowy pomocnik. Co prawda sir Alex wprowadził do drużyny Toma Cleverleya, ale w międzyczasie stracił też Paula Scholesa i Owena Hargreavesa. Nie trzeba być wybitnym znawcą futbolu i wystarczy spojrzeć na tę sytuację z czysto matematycznego punktu widzenia, aby orzec, że wynik wzmacniania przez Szkota środka pola w ostatnich latach jest ujemny.
Porażki z Barceloną podziałały na sir Alexa Fergusona niczym płachta na byka. Po tej z 2011 roku Boss wyznał, że nie spocznie, dopóki nie strąci Katalończyków z ich grzędy. Po zwiastującej wzmocnienie składu wypowiedzi wszyscy spodziewali się rewolucji. Tymczasem siedzący za sterami Szkot nadal powtarza jak mantrę, że transferów nie będzie.
Tymczasem na Półwyspie Iberyjskim portfele gigantów chudną, ale za to gablota z trofeami powiększa się o kolejne laury. W ostatnich latach Real i Barcelona nie oszczędzały i choć Królewscy żadnego spektakularnego sukcesu jeszcze nie odnieśli, przeobrazili się z rewelacji 1/8 finału Ligi Mistrzów w drugą po Dumie Katalonii najlepszą drużynę świata.
W Anglii interes również się kręci, a Manchester City i Chelsea korzystają z bogactw swoich właścicieli. Zupełnie inną politykę transferową mają natomiast Arsenal i mistrzowie Anglii, którzy stawiają na szlifowanie diamentów zamiast kupowania gotowców, na czym sporo oszczędzają. W efekcie od dobrych paru lat Arsenal nie powąchał żadnego pucharu, a jego fani wciąż żyją nadzieją, że w przyszłym roku się uda. Choć o Manchesterze United nie można rzec tego samego, coraz częściej słychać głosy mówiące, że piłkarze tego klubu w niczym nie przypominają walczaków poprzedniej generacji.
Drużyna z 1999 roku, która uznawana jest za najlepszą w ponad stuletniej historii Czerwonych Diabłów, również nie była przepełniona zawodnikami ściągniętymi za grube pieniądze. Dwanaście lat temu sir Alex Ferguson udowodnił, że można stworzyć znakomity zespół, którego filarami są wychowankowie. Są to jednak dawne dzieje i choć czas upływa, wydaje się, że Szkot swojego podejścia nie zmienił.
Półśrodek
W tym sezonie, podobnie jak w 2010 roku, ponury żniwiarz zwany kontuzją przepuścił przez sito cały skład. Aż trzech z pięciu środkowych znalazło się na marginesie i ręka sir Alexa Fergusona, śniącego o obronie mistrzostwa Anglii, powoli zaczyna zsuwać się do przysłowiowego nocnika.
Jednak Boss znalazł wyjście z sytuacji. Przesuwanie Phila Jonesa lub Wayne'a Rooneya do pomocy ma być lekarstwem na niezbyt sprawne działanie mózgu drużyny i można uznać to za swojego rodzaju transfer bez nakładu pieniędzy. To "sprytne" rozwiązanie nie jest jednak pozbawione wad, bowiem o ile sprawdzanie plastycznego Phila na różnych pozycjach ma głębszy sens, o tyle desygnowanie w pełni ustabilizowanego i znającego się na swoim fachu napastnika do gry w całkiem innej roli wygląda mi raczej na przyznanie się do błędu niż zręczne wyjście z sytuacji.
Środek pomocy Manchesteru United zestawiony z tymi należącymi do innych gigantów Europy usuwa się w cień. Wykonujący czarną, często niezauważalną dla oka robotę Carrick, solidny Fletcher oraz obiecujący, ale delikatny Cleverley to broń zbyt małego kalibru, aby móc stoczyć równą walkę z Dumą Katalonii. Największym i zarazem ostatnim wyzwaniem w trenerskiej karierze Sir Alexa Fergusona ma być właśnie powrót na tron Europy, tak więc dlaczego Szkot zamiast zbliżać się do tego celu wręcz się od niego oddala?
Równowaga
Mówią, że jeżeli nie wiesz o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Z tym, że Boss cały czas powtarza, że środki na transfery są, a wydanie za jednym zamachem 5 milionów funtów na Nie-Wiadomo-Kogo (czyt. Bebe) zdaje się to potwierdzać.
Problemem Szkota nie są finanse, lecz obawy. Obawy, które nawet tak wielkiego i doświadczonego menadżera mogą trapić. Boss świetnie czuje się na zakupach mając do dyspozycji 15 milionów, ale kiedy stawka wzrasta dwukrotnie, pojawia się drżenie rąk i obawa, że będą to pieniądze wyrzucone w błoto.
Przeciwników szaleństwa na rynku transferowym jest znacznie więcej niż zwolenników, ale w futbolu właśnie zaczyna się nowy rozdział. Jeżeli chcesz zwyciężać, musisz wydawać. Z sytuacji zręcznie wybrnął Pep Guardiola, który połączył siłę wychowanków Barcelony ze sprowadzonymi za wielkie pieniądze nazwiskami, w efekcie czego powstała szeroka, silna i wyrównana kadra. Hegemonia mistrzów Hiszpanii w Europie trwa już od 2009 roku i na razie nie zanosi się na jej przerwanie. Katalończycy odkryli receptę na długotrwałe sukcesy, a jest nią systematyczne dokonywanie kosmetycznych poprawek zamiast gwałtownej i całkowitej przebudowy składu.
Tymczasem Manchester United odnosi sukcesy cyklicznie. Sir Alex Ferguson, podobnie jak Guardiola, chętnie wprowadza wychowanków do pierwszej drużyny, jednakże, w przeciwieństwie do Hiszpana, nie ściąga na Old Trafford wielkich gwiazd. Szkot woli zainwestować w młodych zawodników, których talenty szlifuje aż w końcu błyszczą one wystarczająco mocno, aby na następne kilka lat przyćmić resztę drużyn. Jednak po takim paśmie sukcesów zawsze przychodzi słabszy okres, który jest dla Bossa sygnałem, że trzeba przemeblować skład, ale przy użyciu mebli, które dopiero co opuściły zakład stolarski, a nie tych z pałacu Buckingham. W przeszłości taka polityka zdawała egzamin, ale czy w coraz szybciej żyjącym świecie futbolu Manchester United będzie miał czas na powielanie tego schematu?
Wyjście z sytuacji
Czasami mam wrażenie, że Boss ucieka od rzeczywistości. Wykosztowanie się na rynku transferowym to dla niego szaleństwo, któremu nie chce się poddać. Tymczasem trenerzy innych klubów, budując swoje drużyny z drogich klocków, obnażają wady takiego myślenia. Jeszcze niedawno mówiło się, że Real Madryt to tylko zlepek wielkich nazwisk, które same mogą wiele, ale razem nic. Z biegiem czasu Królewskim udało się jednak zapanować nad chaosem dzięki zatrudnieniu odpowiedniego szkoleniowca, który stworzył zespół silny i stabilny.
Na Old Trafford również jest taka osoba, która korzystając ze swojej wiedzy, wieloletniego doświadczenia oraz mając do dyspozycji pieniądze z pewnością wzniosłaby pomnik trwalszy nawet od tego z Katalonii. Nie potrzeba nam przecież wymiany całego składu, rzecz polega jedynie na konsekwentnym uzupełnianiu istniejącej już układanki dodatkowymi elementami, zdjętymi z najwyższej półki. Tak skompletowany zespół, kierowany przez szkockiego mistrza-nauczyciela z pewnością byłby w stanie przerwać hegemonię Barcelony i na nowo zdefiniować pojęcie gry w piłkę.
Sir Alex Ferguson musi w końcu zebrać się w sobie i pójść z duchem czasu, pozostawiając za sobą piłkarską epokę brązu. Liczę na to, że już niebawem najwybitniejszy trener w historii futbolu przełamie lody i stworzy zespół, który zajmie należne mu miejsce w europejskim panteonie gigantów i zapisze się na kartach historii Manchesteru United jako najlepszy ze wszystkich.
Możliwość komentowania tego newsa jest już niemożliwa, z powodu upłynięcia 7 dni od czasu jego dodania.
Wszystkie komentarze są własnością ich twórców. Serwis
nie ponosi żadnej odpowiedzialności, za treści komentarzy. W przypadku nagminnego łamania zasad netykiety, osoby będą banowane bez możliwości odwołania.