I po co się wychylał?
20 listopada 2011, 19:47
Tomasson, DevilPage.pl
» Chicharito okiem Tomassona
Im więcej czytam komentarzy, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że pokazując się ze świetnej strony w sezonie 2010/2011 Javier Hernandez zrobił sobie krzywdę. Najpierw przykuł uwagę obserwatorów na mundialu w RPA, a później przebojem wdarł się do składu United, posyłając na ławkę Króla Dimiego i z miejsca stał się ulubieńcem (żeby nie powiedzieć ‘maskotką’) kibiców mistrzów Anglii, swojego rodzaju ciekawostką, która nie dość, że skromna, to i w piłkę grać potrafi.
Przygotowania Javiera do sezonu 2011/2012 był szarpane. Najpierw zakłóciły je obowiązki reprezentacyjne, a potem lekki wstrząs mózgu, którego Chicharito doznał na jednym z treningów w USA. Jego forma była dla kibiców niewiadomą, jednakże nie zamykało to drogi optymistycznym spekulacjom, wśród których królowała opinia „Widać, że Grochu przypakował na siłowni, więc powinno być jeszcze lepiej niż w zeszłym roku”.
Niemal od samego początku częstotliwość jego gry była sprzężona z występami Danny’ego Welbecka. Dopóki sir Alex nie zaczął wystawiać Rooneya w linii pomocy, gdy jeden z nich był kontuzjowany, drugi zajmował jego miejsce w składzie.
Podczas gdy rolę objawienia przejęli na spółkę Tom Cleverley i wcześniej wspomniany Danny, Hernandez zaczął być postrzegany jako mistrz w swoim fachu, który w każdym spotkaniu powinien wybijać się ponad przeciętność . Apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale zjawisko, które można zaobserwować w ostatnich komentarzach na temat Meksykanina, można nazwać piłkarskim głodem dekady.
Kilka miesięcy temu jeszcze nikt nie miał nic przeciwko bramkom, które Chicharito zdobywał z najbliższej odległości. Peanom na jego cześć nie było końca. Każdy wychwalał współpracę Groszka z Rooneyem i modlił się, aby w letnim okienku nie sprzątnął go nam Real Madryt.
Cudowne dziecko meksykańskiej piłki! Grochu to najlepszy transfer tego sezonu, właśnie za to kocham Fergusona – sprowadził za tanio, a sprzeda za 90 milionów… Mam jednak nadzieję, że Javier szybko od nas nie odejdzie, bo możemy mieć z niego jeszcze sporo pożytku.
Obecne nastroje panujące wśród sympatyków United są zgoła odmienne od tych, które omówiłem powyżej. „Niezawodna piłka odbiła się od Hernandeza”, „Ten facet to drewno bez techniki”, „Co z tego, że strzelił bramkę, skoro spaprał wiele innych rzeczy”… To tylko dzieła wybrane, jest tego znacznie więcej. O ile pierwszy z tych komentarzy wywołał lekki uśmiech na mojej twarzy, o tyle ogólne wrażenie po ich przeczytaniu nie jest już tak wesołe.
Obecny sezon, z oczywistych względów, Hernandez rozpoczął lepiej niż poprzedni. Zgodzę się z tym, że jego gra nie zachwyca, ale warto pamiętać o zadaniach, jakie sir Alex Ferguson stawia przed Meksykaninem. Nie jest to typ zawodnika, który w każdym meczu wykonuje tytaniczną pracę. W fachowej terminologii można by określić go mianem ‘lisa pola karnego’, którego głównymi atutami jest boiskowy spryt oraz intuicja. Do tych dwóch cech Javier dołożył jeszcze szybkość, a efektem połączenia wszystkich tych elementów w tym sezonie było pięć goli, które Meksykanin zgromadził dotychczas na swoim koncie.
Można by się spierać, gdyby wszystkie z nich były trafieniami małej wagi. Tymczasem okazuje się, że w tym sezonie bramkom Chicharito Manchester United zawdzięcza zdobycie aż siedmiu dodatkowych punktów (remis z Liverpoolem, skromne, jednobramkowe zwycięstwa z Evertonem i Swansea). Na dokładkę mamy jeszcze dwa gole ze spotkania z Boltonem, które, choć mecz zakończył się pogromem 5-0, trudno nazwać mało ważnymi.
Obserwując ogólną postawę Groszka w ostatnich kilku spotkaniach nie można być zachwyconym, ale mieszanie go z błotem jest wyrazem totalnego braku zrozumienia, szczególnie w okresie marazmu całego zespołu. W oczach niektórych sympatyków Hernandez z utalentowanego snajpera został zdegradowany do rangi wypalonego młodziana, który już nigdy nie będzie w stanie prezentować poziomu, do jakiego przyzwyczaił nas w sezonie 2010/2011.
Komentarze propagujące ideę wymiany całego składu i w pierwszej kolejności pozbycia się właśnie Chicharito oraz Carricka zakrawają na herezję. Nie dziwi mnie już fakt, że kibic zmiennym jest i jednego dnia kocha, a drugiego nienawidzi. Dziwi mnie natomiast wybór kozła ofiarnego, bo moim zdaniem Javier zupełnie się do tej roli nie nadaje.
Kiedy Manchester United znów zacznie grać tak, jakbyśmy tego chcieli, to czy wróci stary, dobry Hernandez? Nie wróci, bowiem on cały czas z nami jest – strzelający gole i dający drużynie punkty, szczególnie ważne w okresie słabszej dyspozycji, podczas gdy Manchester City wrzucił piąty bieg i nie zwalnia tempa. Ktoś powie, że przecież zwycięstwa są efektem starań całej jedenastki – trudno się z tym nie zgodzić, ale bardzo często same starania nie wystarczą. Potrzebny jest jeszcze wykonawca, który zrealizuje projekt, umieszczając piłkę w siatce, a jedną z takich osób w United jest właśnie Javier Hernandez – drugi po Waynie Rooneyu najlepszy strzelec Czerwonych Diabłów w tej edycji Premier League.
Ten tekst jest apelem do wszystkich ludzi małej wiary, którzy nie wyciągają wniosków z poprzednich sezonów i spisują drużynę na straty już po pierwszym okrążeniu. Panowie, troszkę więcej wytrwałości i zaufania! Jesteśmy tu po to, aby wspólnie cieszyć się z sukcesów, ale i razem, z zaciśniętymi zębami wytrwać w momentach trudnych. Wierzę, że weźmiecie to sobie do serca i wspólna pasja będzie nas łączyć, a nie dzielić, tak jak ma to miejsce w ostatnim czasie.
Możliwość komentowania tego newsa jest już niemożliwa, z powodu upłynięcia 7 dni od czasu jego dodania.
Wszystkie komentarze są własnością ich twórców. Serwis
nie ponosi żadnej odpowiedzialności, za treści komentarzy. W przypadku nagminnego łamania zasad netykiety, osoby będą banowane bez możliwości odwołania.