Nie zgadzam się z komentatorami transmisji telewizyjnej z meczu, że był to porywający i prowadzony w szybkim tempie pojedynek. Aczkolwiek emocje były, chociaż do tych z ubiegłego roku daleko o lata świetlne. Derby przypominały bardziej pojedynek dwóch ociężałych bokserów, wygrany przez jednego na punkty. Byłbym nieobiektywny, gdybym napisał, że Citizens zagrali dzisiaj źle. Postawili solidne zasieki, zagrali ostry pressing, z którym mieliśmy wiele kłopotów, stworzyli mnóstwo groźnych sytuacji, które mogły przynieść im gola. Diabły dzięki VDS, parze środkowych stoperów i dobrej (chociaż nie w każdej akcji rywali) asekuracji nie dali wbić sobie więcej niż jednego gola. Z kolei my zagraliśmy kilka dobrych kontrataków, chociaż nie wykorzystaliśmy połowy z nich przez brak precyzji lub proste błędy. Man City mieli poza tym Kompanego, nie wiem kto został Man Of The Match, ale myślę, że spokojnie o to miano konkurował z Nanim i Rooneyem. Niestety trzeba potwierdzić wielokrotne narzekania komentatorów z tej strony na temat drugiej linii, ona dziś pozostawiała wiele do życzenia. Nie mam pretensji do piłkarzy do gry w destrukcji, bo nawet tutaj mój "ulubiony" Anderson zagrał nieźle, ale grę kreował głownie dzisiaj Nani, czasem Giggs (co prawda Portugalczyk z lepszym skutkiem, choć asysta Walijskiego Czarodzieja była naprawdę magiczna). Nie chcę się powtarzać, ale ja uważam, że Red Devils mają problem z Andersonem. Przebłysk geniuszu w dwóch czy trzech spotkaniach jest niewystarczający przy fatalnych występach Andiego w innych meczach. Za dzisiejszy wystawiam mu 3, tylko dlatego, że walczył i popisał się kilkoma skutecznymi odbiorami. Piszcie co chcecie, ale ja w tym wypadku wolę oglądać krytykowanego przez gros użytkowników Gibsona, który w odbiorze gra równie dobrze, a i z dystansu potrafi przyłożyć. Gratuluję dobrego występu młodemu Smallingowi, dziś chłopak dał naprawdę radę, o Vidiciu nie muszę wspominać, bo jemu występ poniżej bardzo dobrego poziomu przytrafia się niezwykle rzadko.
A teraz kilka słów na temat przewrotki-okienka Rooneya. Przez cały weekend mnóstwo stacji telewizyjnych będzie ją pokazywać i emocjonując się jej urodą. Ja uważam, że to wcale nie była bramka niecodziennej urody... oczywiście jest to ŻART! W ciemno obstawiam, że ten gol będzie bramką sezonu i nie wierzę, że do końca rozgrywek 2010/2011 padnie ładniejszy. Nie ma takiej opcji :) I do tego w derbach na Old Trafford - decydujące trafienie na wagę 3 punktów dla Czerwonych Diabłów. Pięknie!
Na koniec konkluzja - gigantyczne pieniądze sąsiadów, wielkie transfery, szum medialny, nasze tytuły, historia i wreszcie długo oczekiwane derby, które od lat mają być wyjątkowe. Bicie piany, bicie piany, bicie piany, a każdy wie co bicie piany daje. Niestety im więcej będziemy oczekiwać od spotkań tak wielkiej wagi, tym bardziej będziemy zawiedzeni. Przypomnijmy sobie spotkanie na Eastlands, było cholernie nudne i bezbramkowe. Dzisiejszy mecz był lepszy, ale nie porywający, jednak mimo wszystko w jakimś sensie był wyjątkowy, pokazał że to jednak my jesteśmy lepsi i przede wszystkim że Manchester jest Czerwony, czerwony ze złości, że wielkie pieniądze nie są w stanie nadal przebić wielkiej tradycji. I niech tak pozostanie, nawet jeśli kolejne derby miałyby być nudne, a taki mecz jak ten z września 2009 miał się powtórzyć za kilkanaście lat. Glory! Glory! Man United!
» Sobota, 12 lutego 2011, 20:02
#296