Mogę śmiało powiedzieć, że miałem PRZYJEMNOŚĆ oglądać to spotkanie. Nie była to tym razem nudna, pozbawiona emocji batalia, w której akcje nie miały za grosz płynności, a piłkarze grali, jakby mieli związane nogi. Strzeliliśmy pięć goli, nie straciliśmy żadnego, prezentowaliśmy się świetnie w każdym aspekcie gry. Coś wspaniałego.
Jedynym zawodnikiem który zawiódł był w moim mniemaniu Nani. Czasem się zastanawiałem, czy ten facet w ogóle ma rozum, bo były akcje które partaczył wprost niemiłosiernie. Ja rozumiem, każdy chce strzelić swoją bramkę, ale na Boga, to nie podwórkowe rozgrywki i czapkę jabłek, tylko Premier League. Bramki mają często kolosalne znaczenie w ostatecznym rozrachunku - Portugalczyk jakby o tym zapomniał. Było 5-0, a mogła być spokojnie dwucyfrowa wygrana, gdyby tylko Nani zamiast robić z siebie idiotę podawał do lepiej ustawionych partnerów.
Zaskoczył pozytywnie O'Shea. Śmiesznie wyszło, bo akurat narzekaliśmy z bob-sleyem w telefonicznej rozmowie na to, że sir Alex uparcie stawia na Johna, zamiast dać szansę Brownowi, a tu sekundę później Irlandczyk zaliczył - szczęśliwą, bo szczęśliwą - ale świetną asystę i worek z bramkami się rozwiązał. Ponadto O'Shea zanotował sporo bardzo dobrych podań w przodzie, a w defensywie grał bez zarzutu.
Co do Smallinga, to Andrzej Twarowski z Canal + słusznie zauważył, że Chris ma w sobie pierwiastek Ferdinanda. Nie dość, że jest elegancki przy interwencjach i mimo młodego wieku imponuje inteligencją i opanowaniem, to jeszcze potrafi posłać świetną piłkę do partnera. W Barcelonie kimś takim jest były Diabeł - Pique, my prawdopodobnie hodujemy sobie innego świetnego stopera.
Berbatow po raz kolejny udowadnia, że gdy się w niego wierzy i uparcie na niego stawia, to potrafi się odwdzięczyć we wspaniałym stylu. Kolejny hat trick, kolejne bezcenne bramki podbudowują nasz bilans. Dimitar jest zupełnie innym człowiekiem niż jeszcze do niedawna. Nie boi się brać na siebie odpowiedzialności, uderzyć, dryblować - w dodatku walczy, tak jak pewien Argentyńczyk, z tym, że dzieli ich pewna właściwość - z pracy w defensywie Berby wynika coś pozytywnego dla zespołu (vide: gol Ryana), Tevez walczył, bo nadrabiał tym braki czysto piłkarskie. Ponadto jego bieganie było tylko bieganiem, mnie nigdy specjalnie nie pasjonowało to, że leciał z jęzorem po same jaja pod swoją bramkę, zrobił wślizg, wjechał w bandę i przeciwnicy mieli aut. Też mi coś.
Giggsy czasem gra taki piach, że ręce opadają, a w kolejnym meczu po prostu zagina czasoprzestrzeń. Ma 37 lat i nadal potrafi zrobić wiatrak z obrońcy, nadal umie posłać kąśliwą piłkę, nadal jest w stanie wbiec w pole karne i przymierzyć na bramkę. Wczoraj był naszym maestro.
Rooney grał wczoraj słabo albo dobrze. Jedni powiedzą, że słabo, ponieważ po raz kolejny nie trafił do bramki, zmarnował wyborną setkę. Inni, że dobrze, bo zaliczył dwie asysty, grał bardzo mądrze, z rozmysłem. Ja należę do tej drugiej grupy osób.
Edwin był spokojny, Vidic zaliczył jeden błąd, ale miał szczęście. Evra całkiem nieźle, dobrze, że zszedł, nie ma sensu go forsować. Gibson szału nie zrobił, Anderson miał dobre momenty. Najbardziej z tego meczu szkoda kontuzji Carricka. Michael bardzo przydałby się w następnych meczach i mam nadzieję, że szybko się wykuruje. Cóż, utrzymaliśmy lidera w pięknym stylu - jest dobrze.Gratulacje imponującej wygranej. Oglądając powtórkę spotkania, byłem pod wrażeniem gry United, naprawdę świetny mecz w wykonaniu Czerwonych Diabłów. United bez przeszkód mknie po Mistrzostwo Anglii i prawdopodobnie puchar przyjedzie na Old Trafford, lecz przed nami jeszcze 15 kolejek i wszystko może się zdarzyć.
» Niedziela, 23 stycznia 2011, 16:19
#147