Ostatnie słowa, w ostatniej akcji tego meczu brzmiały:
"no teraz albo nigdy, od tej akcji zależy historia!"
i niech się rano jutro nie obudzę, jeśli skłamałem!
Szkoda, że tego nie widzicie, ale krater w moim suficie, ma średnice boiska!!
Niesamowite uczucie, radość, euforia i błogi stan szczęścia! To tak dla co poniektórych, co w komentarzach na 10 minut przed końcem komentowali już United na straty! Nawet żal mi nie jest takich ludzi, którzy nieświadomie informują o swojej słabej wierze i poczucia wyuczonej bezradności! Wiele razy już pisałem, że w przeciwieństwie do tych, którzy zaczynają wątpić (muszących się pierw upewnić, by zacząć wierzyć), ja odwrotnie najpierw wierzę, a potem się upewniam! Stało się faktem, że wiara (ta najszczersza i najgłębsza) czyni cuda!! Nagle zacząłem się unosić conajmniej 2 metry nad ziemią! W dziedzinie sportu, ten klub, te barwy to całe moje życie!! Wiele widziałem już przez te swoich 16 lat bycia z United na dobre i na złe. Wiele zwycięstw, wiele porażek i wiele nieoczekiwanych zwrotów akcji. Pisałem nie tak dawno, bodajże wczoraj, o tym że piramida może się jeszcze odwrócić dogóry nogami. Stało się!! Dla tych, wierzących nie do końca w umiejętności tego klubu powiem tylko tyle, a raczej przypomnę, żebyście nie truli innych swoim sceptycyzmem pokroju "czarno to widzę, nie mamy szans i w ogóle zanosi się na remis, czy tu jest Polska i będzie remis". Szkoda mi takich słabych ludzi, naprawdę. Na szczęście za to się nie zabija, więc macie okazję przekonać się na własne oczy, że nie tylko w sporcie ale i w grze tego klubu wszystko jest możliwe do ostatniej sekundy meczu. W trakcie spotania po przerwie napisałem, że bramka wpadnie dla United, bo statystyki odnośnie strzelanych bramek w danych przedziałach minutowych meczu (i również traconych) skądś się biorą! 90 minuta to szczęśliwa liczba dla Czerwonych Diabłów! Najwięcej przed tym meczem, bo aż 20 bramek dla klubu padło w przedziale od 75-tej do 90-tej minuty spotkania. To o czymś świadczy. Może nie formalnością była ta bramka Scholesa (już 21-sza) zdobyta przez drużynę, ale jednak dotychczasowy dorobek drużyny w tym akurat przedziale czasowym napawał optymizmem. Do tego niezachwiana wiara wiernych (wiernych wiernych) kibiców w połączeniu z wiarą i wytrwałością zawodników przełożyła się na gola w 93-ej minucie tego derbowego, arcyważengo dla obu drużyn spotkania. Dodać muszę tu, że takie sytuację bramkostrzelne w ostatnich sekundach meczu nie bywają zbyt często, ale i one składają się czasem na 3 punkty dla drużyny. Jakże cenny komplet na tym etapie rozgrywek. Wszystko się mogło wydarzyć i w dalszym ciągu, wszystko zdarzyć się jeszcze może. Mam nadzieję, że Ci którzy powiątpiewali sami sobie w duchu odpowiedzą ile w nich miłości do United, a ile jeszcze im brakuję. Dodam, że w moim odczuciu (ale nie tylko w moim) jeszcze wiele wiele zaangażowania w bycie najwierniejszym z wiernym. Jestem dumny i doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że takich jak ja jest niezliczona jeszcze ilość. To my jesteśmy motorem napędowym dla piłkarzy, to my jesteśmy wzorem dla tych mniejszych do naśladowania w tej trudnej drodze kibicowania w często niełatwych meczach. Wierzę, że niezależnie od tego, kto wytrwał w przekonaniu do ostatniej chwili, wszystkich nas fanów United rozpiera duma przeogromnie!! Do tych na koniec, jeszcze niedoświadczonych życiowo w wytrwałości, cierpliwości i najmocniejszej wierze, "dwa słowa":
- wstydźcie się przed samym sobą.
Dłuuuga jeszcze przed Wami droga do tego, by móc stanąć przed lustrem, spojrzeć sobie w prosto w oczy i powiedzieć:
- "Wierzyłem, opłacało się po raz kolejny trawać do końca w przeświadczeniu, że swoim niezachwianym przekonaniem przyczyniłem się do zwycięstwa w meczu".
Mimo wszystko, historia stoi przed nami otworem. Nie życzę źle, Chelsea, ale za Tottenham trzymam dziś kciuki, jak nigdy dotąd (choć ponoć z tego co mówią mocniej się już nie da w moim przypadku:))
Pzdr dla wszystkich. Weekend udany, mimo tragedii. Z nimi łączę się w bólu, jednak swoją minutę ciszy już oddałem, toteż nadal idę swoją drogą. Mając ich w pamięci, czuję się tak szczęśliwy z dzisiejszego zwycięstwa, że dla mnie słońce dziś nie zajdze, choć... później formalnie schowa się za horyzontem. Wszystkim życzę takie podejścia jak moje do życia. I tak już od 27-u lat! Życie jest piękne!! Mało tego, było by piękne, gdyby mecz zakończył się niemile dla nas!! To jest tak wisienka na torcie mojego całego dnia dzisiejszego, przy okazji nie chwaląc dnia oczywiście przed zachodem słońca.
Raz jeszcze pzdr dla wszystkich!!
WAY TO GLORY UNITED!!
» Sobota, 17 kwietnia 2010, 16:27
#467