Tour de Premiership
Tour de Premiership.
20 ekip, 38 etapów, premie dla najlepszego zawodnika, piłkarza sezonu, dla najlepszego zawodnika młodego pokolenia, trenera. Ucieczki, grupy pościgowe i szaraczki, które starają się dojechać do końca wyścigu. Tak wygląda wyścig dla najlepszych i najbogatszych zespołów w Anglii.
Sytuacja po 31 etapach wygląda następująco, Manchester United osamotniony z przodu, ucieka londyńskiej grupie pościgowej, czyli Chelsea i Arsenalowi. Ma nad nimi odpowiednio 5 i 6 punktów przewagi. Oby tak pozostało do samej mety. Dalej mamy kolejną dwójkę, koło w koło jadą Liverpool oraz Everton, tutaj walka będzie zażarta do samego końca, bo 4 na mecie wystartuje w wyścigu, który może dać prawo do udziału w Giro Champions League. Potem mamy peleton, który powalczy co najwyżej o Vuelta UEFA. Następnie dwa kluby z Londynu, a konkretnie West Ham United oraz Tottenham, które spokojnie dojadą do mety, bo ani za dużo zespołów nie wyprzedzą, ani ich mało kto będzie w stanie dogonić. Potem mamy najliczniejszą grupę, bowiem aż 8 zespołów walczy o to, aby za rok znów stanąć na starcie tego prestiżowego i jakże dochodowego wyścigu. Jedni są z przodu, inni wleką się po tyle peletonu, ale jeszcze żaden z tych zespołów nie wie do końca, jaki będzie jego los. Każdy musi zaczerpnąć głęboki oddech i starać się wyprzedzić poszczególnych rywali. No i na szarym końcu najsłabszy team w historii wyścigu, a zwie się Derby. Bardzo szybko wypadli z trasy, a na dodatek nikt nie miał recepty, jak na szosę wrócić. No cóż, bywa…
W tym roku wyścig jest niezwykle emocjonujący, do końca sezonu trzeba będzie z całych sił pedałować, żeby nie dać się na ostatnich metrach wyprzedzić. Kibice już mogli zatęsknić za ostrą walką na ostatnich etapach, bo kilka poprzednich wyścigów rozstrzygało się już kilka odcinków przed metą. W tej edycji o zwycięstwo walczą już tylko 3 zespoły. MU, Chelsea i Arsenal. Lider zmieniał się bardzo często, nie mamy takiej sytuacji jak rok temu, kiedy to Czerwone Diabły przez kilkadziesiąt kolejek były niezagrożone i spokojnie pokonywały kolejne etapy. Jednak tych roszad z przodu już jest za dużo, niech zostanie jak jest. United pierwsze, a Chelsea i Arsenal mogą się dalej potykać.
Początek sezonu również przyniósł kilka niespodzianek. Manchester United pomylił rowery i zamiast na kolarki, wsiadł na składaki. Efekt, 3 pierwsze etapy przespane i MU ląduje w ogonie stawki. Na szczęście szybko o nowy sprzęt postarał się boss teamu Sir Alex Ferguson i Red Devils już na odpowiednim jednośladzie zaczęły odrabiać straty do czołówki. Z kopyta ruszył natomiast Arsenal, który po 5 bardzo dobrych etapach, ulokował się na długo na czele wyścigu. Udany start zanotowała również Chelsea, ale sielanka trwała tylko do 4 kolejki, kiedy to ostatni, a zarazem jedyny raz The Blues prowadzili w wyścigu. Już w drugiej kolejce we wszystkich rowerach ekipy Derby spadł łańcuch, a że nie potrafią sobie tam z taką usterką poradzić, to Derby jest skazane na ostatnie miejsce. Równie źle wyścig zaczęły Fulham, Bolton, czy Birmingham, ale akurat to mało kogo dziwi. Kolejny zespół, który nie spełnił przedsezonowych oczekiwań to Tottenham, który tak samo jak Manchester United, miał jakiś wadliwy sprzęt.
Po paru pierwszych kolejkach, powoli zaczęła się nam krystalizować sytuacja w wyścigu, można było już mniej więcej powiedzieć kto dysponuje jakim zapleczem i o co powalczy w tej edycji Tour de Premiership. Kanonierzy i United nie zwalniali tempa, przez co ulokowali się na pozycjach 1 i 2. Dobrą kondycją pochwalić mogły się również Portsmouth, Manchester City oraz Liverpool. Natomiast na przeciwnym biegunie był w tym okresie duży peleton, w którego skład wchodziły: tradycyjnie Derby, wciąż remisujące Fulham, Bolton, Sunderland, Wigan, Middlesbrough, Birmingham City, czy najbardziej rozczarowujący Tottenham. Była też grupa ekip, które ani nie powalały dyspozycją, ani też nie przyprawiały swoich kibiców o mdłości. Do tego grona możemy zaliczyć: Everton, Blackburn, czy choćby Aston Villę.
Czas na podsumowanie ostatniego okresu Tour de Premiership, czyli mniej więcej od półmetku do 31 etapu wyścigu. Najważniejsza informacja, to taka, że zmienił się lider. Doszło do przetasowania również na pozycjach 2 i 3, Chelsea po heroicznym pościgu i po zadyszce Arsenalu prześcignęła o 1 punkt swojego lokalnego rywala. W tym okresie definitywnie z szansą na wygranie całej trasy pożegnał się Liverpool, który ma aż 14 punktów straty do lidera z siedzibą na Old Trafford. W końcu do roboty wziął się też Tottenham, w czym pewnie duża zasługa nowego sternika w ekipie Juande Ramosa. Podreperowali sprzęt i zwiali z peletonu, który walczy o być, albo nie być. Zmiany trenera nie zawsze oznaczają poprawę wyników, hmm, kogo by tu dać za przykład…O już wiem! Newcastle. 13 pechowych spotkań bez zwycięstwa zespołu w czarno-białych barwach, ale końcu nadeszła ta 31 zwycięska kolejka. Everton zobaczył światełko w tunelu, które oznaczało możliwość przegonienia odwiecznego wroga czyli Liverpoolu i ostro zabrali się do roboty. Portsmouth i West Ham grają w kratkę, ale od nich ciężko oczekiwać że będą śrubować rekord zwycięstw z rzędu. Mocno osłabła ekipa Manchesteru City. Troszkę zużył się sprzęt i nikt nie ma pomysłu jak przywrócić go do takiego stanu, jak z początku sezonu. Solidnie wygląda jazda Blackburn i Aston Villi, oba teamy potrafią poradzić sobie z zadyszką, która od czasu do czasu ich złapie, więc o żadnych poważnych kryzysach nie może być mowy. O Derby napiszę tyle, że w wyścigu biorą udział, ale jaką mają kondycję, jak wygląda ich sytuacja kadrowa, czy kto jest najlepszym zawodnikiem ekipy to z pewnością mało kogo interesuje. Mało który kibic spogląda w otchłań klasyfikacji i sprawdza, jak radzi sobie kopciuszek tej edycji. No i została nam ostatnia grupa, a właściwie ten peleton, który walczy o ligowy byt. Nie widać poprawy w zespole Fulham, fatalny okres zaliczyła ekipa Reading, wciąż rozczarowywuje Bolton, który punkty gromadzi tylko od czasu do czasu, o co na kilku etapach bardzo trudno. W Wigan i Middlesbrough widać za to progres, zatem jest duże prawdopodobieństwo, że za rok znowu staną na starcie. Mamy także dwóch nowicjuszy, czyli Sunderland i Birmingham, ci pierwsi jakoś ciułają cenne punkty, wygrywając od czasu do czasu, za to ci drudzy mają z tym nie lada problem i przez częste remisy za rok Tour de Premiership mogą podziwiać tylko w TV.
Na mecie powoli zaczynają się gromadzić kibice, począwszy od fanów lidera, jak i po fanatyków Derby, którzy przyjdą podziękować swoim pupilom za możliwość oglądania ich w tych prestiżowych zawodach. Przed nami jeszcze 7 etapów pełnych emocji, pełnych roszad na trasie, pełnych pięknych ucieczek, pełnych radości i rozczarowań, pełnych niestety pewnie też urazów i kontuzji. Taki jest najwspanialszy wyścig o Mistrza na świecie, o wielkie pieniądze i o wielką sławę. A jak na dodatek kolejne kilometry na czele pokonuje ekipa w czerwonych koszulkach, to już w ogóle jest cudownie. Diabełki jeszcze trochę wysiłku, już za niedługo będzie widać metę, już za chwilę usłyszycie przyśpiewkę ‘Champione’, a wtedy nikt nas już nie wyprzedzi! 17 zwycięstwo tuż, tuż…
Autor: mateksaKomentarze użytkowników:Nikt jeszcze nie skomentował tego felietonu.
Aby móc komentować felietony musisz być zalogowany!
Wszystkie komentarze są własnością ich twórców. Serwis
DevilPage.pl nie ponosi żadnej odpowiedzialności, za treści komentarzy. W przypadku nagminnego łamania zasad netykiety, osoby będą banowane bez możliwości odwołania.
Pamiętaj! Pisz mądrze i szanuj innych!