Czasami ciężko coś powiedzieć. Ciężko się mówi gdy coś zapiera dech w piersiach. Ciężko się mówi mając coś w buzi. Ciężko mówi się pod wodą. Ciężko się też mówi, gdy nie wie się co powiedzieć. Jak ja w tej chwili. Dlatego nie mówmy. Dlatego zaczynajmy kolejne Bez nazwy!
Zaczął się kolejny sezon najlepszej ligi świata. Za nami pierwsze mecze, pierwsze bramki, pierwsze kartki, pierwsze niespodzianki. Pierwszy mecz w barwach Manchesteru City rozegrał Carlos Tevez. Nie cały mecz. Carlos (tradycyjnie) rozpoczął mecz na ławce rezerwowych. Powodem dla którego Tevez nie wyszedł na boisko w pierwszym składzie była kontuzja jakiej niedawno nabawił się nasz były „as”. Jednak już wcześniej Argentyńczyk zmienił zdanie na temat swoich występów w pierwszej jedenastce. Zacznijmy jednak od początku. Powodem odejścia CT32 z Old Trafford było ponoć złe traktowanie Carlosa przez sir Alexa Fergusona. Nasz „bohater” nie wiedział czemu Szkot częściej (choć jakby się przyjrzeć dokładnie nie dużo częściej) korzysta z usług Dymitara Berbatova. Tevez miał tego dość. Chciał odejść do klubu, w którym będzie szanowany (czyt. będzie grał [czyt. będzie zarabiał wielkie pieniądze]). Wybór padł na Manchester City. Po wymarzonym transferze Carlos zmienił swój priorytet. Gra w pierwszej jedenastce przestała być taka ważna. Gdy jesteś w czołowym klubie z czołowymi piłkarzami w składzie wiesz, że czasem musisz usiąść na ławce, że nie będziesz grał w każdym meczu. Święta racja Carlos. W końcu jesteś w czołowym klubie, który będzie grał w Lidze Europejskiej i bił się o naprawdę czołowe piąte miejsce w tabeli Premier Leauge. W dalszej części wywiadu, z którego pochodzi ta wypowiedz, Tevez wspominał także o chęci kupna domu Cristiano Ronaldo, o tym, że jest family guy’em rodzinny i o swoich stosunkach z fanami Czerwonych Diabłów. Argentyńczyk powiedział, że fani United są bliscy jego sercu i ma nadzieję, że on także będzie im bliski. Na potwierdzenie tych słów:
Who's that twat from Argentina,
Who's that money grabbing whore,
Carlos Tevez is his name
And he hasn't got a brain,
And he won't be winning trophys anymore
Szefostwo Manchesteru City zaiwestowało w Teveza a także w bilbordy witające go w Manchesterze. Bilbord z Carlosem Tevezem wyglądał tak:
W takich przypadkach na pierwszy plan wychodzi photoshop i jego użytkownicy. Najciekawsze bilbordy wyglądają tak, tak, i tak. Jednak mistrz jest jeden:
Nie raz wspominałem, że Bez nazwy to miejsce także na Wasze przemyślenia. Jednak nikt z tego nie korzystał. Prawie nikt. Z przywileju takiego skorzystał Grizz, który wypowiedział się na temat pogromcy Teveza z Old Trafford, czyli Dymitara Berbatowa. Leniwy Bułgar
1 września 2008 roku wielka gwiazda Tottenhamu, Dimityr Berbatow przeszedł do Czerwonych Diabłów za 32 miliony funtów. Nie wszyscy jednak byli zadowoleni z przejścia Bułgara. Przewijający się przez Manchester w ostatnich latach napastnicy mieli kompletnie inny styl niż nasz nowy nabytek, co nie spodobało się kibicom. Wielu zarzucało mu że nie jest jak Tevez czy Rooney. Mówiono że powolny, wręcz flegmatyczny zawodnik nie pasuje do zespołu. Kibice chcieli zostać przy tym co było kiedyś – 2 szybkich, walecznych napastników z przeciętną techniką, ale ogromnym oddaniem i miłością dla klubu. Wielu krytykowało decyzje Sir Alexa Fergusona, twierdzono że przepłacił, że Bułgar jest niepotrzebny, a później, że to przez Berbatowa odszedł Apacz.
Jednak wróćmy do początku. W swoim debiucie 13 września, w przegranym z Liverpoolem meczu, nowy piłkarz Diabłów zaliczył piękną asystę. Stanowczo wygryzł ze składu Teveza, który od czasu przyjścia Bułgara prezentował się znacznie gorzej. Natomiast Dimityr dopiero się rozkręcał i zaczął ujawniać swoją fenomenalną technikę, precyzje, inteligencje oraz świetny przegląd pola. Kibice jednak nadal nie byli przekonani. Przyzwyczajeni do szybkich napastników z dawnych lat nie mogli zrozumieć, czemu teraz Ferguson stawia na leniwego Bułgara. Nie pojmowali, że tak właśnie ma być – Berbatow nie będzie biegał po boisku i szalał, lecz spacerował i kreował dogodne sytuacje podbramkowe. Mimo że zrobił w tamtym sezonie dla nas mnóstwo, mało osób uważało Dimityra za udany zakup. Niestety, przez błędną wizje napastnika wykreowaną ostatnimi latami, nigdy tak naprawdę nie docenią Bułgara.
Drodzy kibice Manchesteru, nie traktujcie tego jako artykułu czy zwykłej notki, ale jako apel. Przestańcie wreszcie doszukiwać się błędów Berbatowa w każdym meczu, nie oczekujcie od niego tego, że będzie się cofał aż pod własną bramkę i walczył zaciekle przez cały mecz. Zrozumcie, że on nie jest od tego, powiem więcej, mało jest aktualnie napastników którzy mają również defensywne zadania. Tevez i Rooney to wyjątki, musicie się z tym pogodzić. Nie rozliczajcie Berbatowa za to ile w danym meczu biegał i walczył, tak samo jak obrońców nie rozlicza się za bramki. Doceńcie w nim to, jak świetnie, z iście chirurgiczną precyzją podaje oraz jak doskonale kreuje akcje. Kiedy na jego konto przestaną wpływać bramki i asysty będziecie mogli narzekać…
Kto następny? Czekam na Was pod mailem beznazwydp@buzieczek.pl.
Tymczasem jeden z lepszych podrobionych sportowych wywiadów w historii.
Dlaczego piłkarze w jednym klubie grają świetnie a w drugim zawodzą? Co jest przyczyną transferowych niewypałów? Polskim piłkarzom najczęściej przeszkadza trener, który faworyzuje swoich ulubieńców brak umiejętności. Lecz co przeszkodziło Andrejowi Szewczence w podboju Premier Leauge? Co przeszkodziło Juanowi Sebastianowi Veronowi w byciu czołowym graczem Manchesteru United? Czego nie miał Robbie Keane? Tego nie wiemy. Wiemy jednak co w zrobieniu kariery na Old Trafford przeszkodziło Diego Forlanowi. Coś jednak przeszkodziło. Piłkarz, który w 95 występach dla Czerwonych Diabłów zdobył zniewalającą liczbę 17 bramek po przejściu w 2004 roku do Hiszpanii (najpierw Villarreal, później Atletico Madryt) dwukrotnie wywalczył tytuł króla strzelców. Sir Alex Fergusona zareagował zapewne gromkim „Whaaat?!”, napastnicy Manchesteru gromkim śmiechem, a Chewbaccka… no cóż. Kariera Forlana na Old Trafford zakończyła się przez buty. Tak, chodzi o karierę Diego na OT, a nie o jego małżeństwo. „Fergusona kazał mi grać z długimi, wymiennymi wkrętami, które przeznaczone są na mokre boisko, jednak lepiej czułem się z krótszymi. Zgodziłem się je zmienić, jednak tego nie zrobiłem i przeciwko Chelsea pośliznąłem się pod bramką i zmarnowałem okazję na bramkę. Później pobiegłem do szatni zmienić buty, jednak Fergusona mnie przyłapał. Złapał buty i wyrzucił je. To był mój ostatni mecz.” Czy ta historia mogła skończyć się dobrze? Tak! Znalezione buty mógł znaleźć młody, przystojny książę i szukać właściciela tych pięknych pantofelków. „Moje stosunki z sir Alexem i jego bratem Martinem. Rozmawiamy ze sobą i Ferguson pyta mnie czasem o Południowo-amerykańskich zawodników, których mogę znać.” Tymczasem przypomnijmy sobie najbardziej znaną bramkę Diego w czerwonej koszulce United.
Nie tylko Bolt jest naszym człowiekiem w Hiszpanii. Niedawno swoje pierwsze kopnięcie na Santiago Bernabeu zaliczył człowiek, który jeszcze niedawno trenował pod okiem sir Alexa, który trzymał w rękach puchar za zwycięstwo w lidze. Jeszcze niedawno Manchester, ostatnio Madryt. A jego pierwsze kopnięcie wyglądało tak:
Usain Bolt w wolnym czasie od bicia rekordów świata, zapowiadania bicia rekordów świata i bicia rekordów świata na innym dystansie jest fanem piłki nożnej. A dokładniej piłki nożnej w wykonaniu Ruuda Van Nistelrooy’a. Manchester United stał się moim ulubionym klubem, bo on [Ruud – przyp. ja] tam był. Zostałem fanem Realu, ponieważ podążyłem za Van Nistelrooy’em gdziekolwiek by się nie przeniósł. Podobnie ma się sytuacja z autorem Bez nazwy. Różnica taka, że nikogo to nie interesuje.
Twórcy angielskiego The Spoiler kochają rankingi. Ostatni z nich „Top five: Premiership players who have come back to haunt their old club”, czyli „Pięć najlepszych: Zemsta jest rozkoszą bogów”. A wszystko przez to, że w weekend przeciwko swoim poprzednim pracodawcom grali Dymitar Berbatov i Emanuel Adebayor. Obydwaj wzbudzili dużo kontrowersji jednak Berba został daleko w tyle. Nie wiesz czemu? Obczaj zczubaków! A reszta spokojnie może poczytać o innych równie „udanych” powrotach.
William Gallas
Znany także pod pseudonimem „najgorszy kapitan jakiego mógł mieć Arsenal, no może oprócz Baptisty. I Tomka Hajty” Francuz dał Arsenalowi pierwsze od 3 lat zwycięstwo nad Chelsea. Wszystko działo się w 2007 roku przy pomocy głowy. Od tamtej pory rzadko spotyka się Gallasa używającego tego organu.
Alan Shearer
Legenda angielskiej piłki strzeliła swoje 300 gola w klubowych barwach z karnego w meczu ze swoim byłym pracodawcą – Blackburn.
Jarmain Defoe
Choć może powinien nazywać się „Król strzelania byłym klubom”. Od czasu ponownego dołączenia do Kogutów Anglik strzelał bramki West Hamowi i Portsmouth. A podczas gry w Portsmouth pokonał także bramkarza Tottenhamu.
Nicolas Anelka
Francuz opuszczał Arsenal z nadszarpniętą reputacją. Lecz po meczu Bolton – Arsenal w 2006 roku reputacja została doszczętnie rozszarpana. Anelka strzelił Kanonierom 2 bramki, a spotkanie zakończyło się wynikiem 3-1.
Cristiano Ronaldo
Portugalczyk powrócił po 7 latach na stadion im. Jose Alvalado jak do domu Wielkiego Brata jak Klaudiusz Sevković. Czyli z wielką pompą i kolczykami w uszach. Pompą okazała się genialna bramka z rzutu wolnego, przepraszająca „radość” z niego i burza oklasków od kibiców gospodarzy gdy schodził z boiska.
Na tym kończymy kolejne Bez nazwy. Kończymy, lecz mam nadzieję, że jeszcze w tym tygodniu się spotkamy. Wszyscy razem, w dobrych nastrojach, w pachnących pidżamach i świeżych skarpetach. Wszak higiena to jest to!
O Waszych przygodach związanych z higieną piszcie na adres: BEZNAZWYDP@BUZIACZEK.PL . Tam też możecie słać rzeczy, które Waszym zdaniem pasują do Bez nazwy, bluzgi na autora i zdjęcia Waszych zwierząt domowych.
A więcej Bez nazwy można spotkać na Blog Bez nazwy, który od dzisiejszego popołudnia wznawia swoją działalność.
I na koniec:
Who's that twat from Argentina,
Who's that money grabbing whore,
Carlos Tevez is his name
And he hasn't got a brain,
And he won't be winning trophys anymore
Aby móc komentować felietony musisz być zalogowany!
Wszystkie komentarze są własnością ich twórców. Serwis DevilPage.pl nie ponosi żadnej odpowiedzialności, za treści komentarzy. W przypadku nagminnego łamania zasad netykiety, osoby będą banowane bez możliwości odwołania.