Bez nazwy po finale.
Nie tak miało być. Miało być pięknie, piekielnie, diabelsko, czerwono, radośnie. Miałem już przygotowaną mowę na tę okoliczność. „No i w pizdu i wylądował. I cały misterny plan też w pizdu.”
Nie tak miało być. Dzień po setnej rocznicy urodzin sir Matta Busby’ego piłkarze United mieli wygrać dla niego. Tak jak 10 lat wcześniej.
Nie tak miało być. United pod koniec sezonu zaczęli grać tak jak powinni. Wchodzili na wyższy poziom. Wyższy poziom, na którym od początku roku stała Barcelona.
Nie tak miało być. Przed meczem obie drużyny rozkładane były przez cały piłkarski świat na części. Porównywano zalety jednych i drugich, zastanawiano kto w jakich elementach przeważa, szukano recepty na sukces dla jednych i dla drugich. Wydawało się mi, że naszą główną przewagą jest charakter, że co by się nie działo możemy liczyć na będącego wszędzie Rooney’a na walczących w środku Scholesa i Giggsa. Szalejącego Parka i Evrę. Zawiodłem się. Wiedziałem za to, że z Ronaldo jeżeli nie będzie wychodzić wyjdzie cham i prostak. Wyszedł.
Nie tak miało być. Mieliśmy czekać na swoje szanse, mieliśmy dać Barcelonie piłkę i czekać aż oddadzą ją nam i poproszą o kontrę. Mieliśmy przetrwać nawałnice Katalończyków i potem skarcić ich należycie. Wyszło tak jakby na odwrót.
Nie tak miało być. Barcelona miała być osłabiona brakiem Abidala i Alvesa. Mieli być nie do zastąpienia. Tymczasem Silvinho i Puyol poradzili sobie świetnie. My mieliśmy nie odczuwać straty Fletchera. W końcu mamy Giggsa i Scholesa. Było inaczej. Swoją drogą jeżeli Fletcher naprawdę tyle znaczy dla całej naszej gry to jest to trochę przykre.
Nie tak miało to być. Mieliśmy być pierwszą drużyną od dawien dawna, która obroni najcenniejsze w klubowej piłce trofeum. I byliśmy blisko.
Gdyby Parkowi po raz kolejny nie zabrakło odrobiny szczęścia i już na początku spotkania skierował by piłkę do bramki.
Gdyby nasz napór na bramkę Valdesa przyniósł skutek nie oddalibyśmy prowadzenia do końca.
Gdyby Ronaldo chociaż raz trafił w światło. Po swojemu. Mocno, nieprzyjemnie, albo chociaż nie trafił w Valdesa, a do bramki. Byłoby wtedy 1:2 i wszystko potoczyłoby się inaczej.
Gdyby inni poszli śladem Portugalczyka i chociaż próbowali zagrozić Barcelonie. Nie pamiętam strzałów Rooneya, Carricka, Teveza czy Scholesa. A gdyby się zdecydowali…
Gdyby w naszych ulubieńcach było choć trochę woli walki. Nie wiem czy podłamała nas bramka, czy te 66 spotkań zmęczyło graczy United tak, że w środę nie mieli już sił, czy może się pokłócili, obrazili, czy źle spali. W takich meczach trzeba dać z siebie 200%, trzeba gryźć trawę, trzeba zagrać jak prawdziwe United. A tego brakowało.
Gdyby to jednak nie była Barcelona….
Autor: mallyKomentarze użytkowników:Nikt jeszcze nie skomentował tego felietonu.
Aby móc komentować felietony musisz być zalogowany!
Wszystkie komentarze są własnością ich twórców. Serwis
DevilPage.pl nie ponosi żadnej odpowiedzialności, za treści komentarzy. W przypadku nagminnego łamania zasad netykiety, osoby będą banowane bez możliwości odwołania.
Pamiętaj! Pisz mądrze i szanuj innych!