To był schyłek ery LFC i zwiastun potęgi MU
Pierwszy tegoroczny gol w Polsce zaliczony został na konto Przemysława Kuliga, pochodzącego z pięknego, mazurskiego Mrągowa. Gol strzelony oczywiście w ramach noworocznego treningu Cracovii. Piękna tradycja.
Trochę się zawiodłem, gdy ze zgrozą odkryłem, że żadnej transmisji z ligi angielskiej na 1 stycznia nie zaplanowano. Zawsze sympatycznie ogląda się mecze w stanie lekkiej nieważkości. Od lat na konserwatywnych Wyspach Brytyjskich tradycję stanowiły mecze odbywające się 1 stycznia, tak samo jak w drugi dzień świąt (Boxing Day). Często ustawiający terminarze dbali, aby w tych nietypowych dla futbolu dniach dochodziło do meczów derbowych albo między odwiecznymi rywalami.
Tymczasem dopiero w piątek rozpoczną się mecze w ramach III rundy Pucharu Anglii. Jak wiadomo, to są najstarsze rozgrywki na świecie, przez co niezwykle prestiżowe. Za to w Szkocji w sobotę odbędą się derby Edynburga (może Hibs już z "Szamo" w składzie?), a w ostatnim meczu starego roku zmierzyli się odwieczni rywale z Glasgow. Jeśli już jesteśmy przy Szkocji, to coraz głośniej o zainteresowaniu Celtów Semirem Stiliciem. Czyżby już w połowie sezonu z posiadającej jak najbardziej uzasadnione mistrzowskie aspiracje, ekipy "Kolejorza" miał odejść najlepszy, moim i nie tylko moim zdaniem, zawodnik?
20 lat minęło
Nie było w Nowy Rok meczów w Anglii, za to równo 20 lat minęło od pamiętnego, noworocznego meczu pomiędzy Manchester United a Liverpoolem na Old Trafford. Był to czas, kiedy pozycja tych klubów była prawie dokładnie odwrotna niż dzisiaj. Liverpool znajdował się u szczytu potęgi, w latach 80. zdobył tytuł mistrzowski siedem razy, a trzykrotnie zajmował drugie miejsce w lidze.
"The Reds" byli wtedy dwukrotnie najlepsi na kontynencie, mimo że uczestniczyli w europejskich rozgrywkach jedynie do roku 1985, gdyż po fatalnym finale na Heysel zostali z nich wykluczeni. Na pięć sezonów, jak zresztą wszystkie kluby Anglii. Za to fani MU wspominali czasy Bobby'ego Charltona i George'a Besta z łezką w oku i w Nowy Rok 1989 nie widzieli nawet małego światła w tunelu.
Ówczesna dysproporcja sił była tym bardziej bolesna dla "Czerwonych Diabłów", gdyż rywalizacja między LFC a MU zawsze miała szczególnie zażarty charakter. Także między oboma miastami. Można ją porównać do polskiego współzawodnictwa między Warszawą a Łodzią oraz Legią i Widzewem. Oczywiście Widzewem ekstraklasowym i silnym.
Rozpacz zwolenników "Diabłów" pogłębiał fakt, że trzy ze swoich czterech pierwszych sezonów pod wodzą Alexa Fergusona drużyna kończyła w drugiej połowie tabeli. Menedżer "Czerwonych Diabłów" był wówczas na tyle zdesperowany, że sięgnął po młodzież: Lee Sharpe, grający wtedy na lewej obronie, miał lat 17, prawoskrzydłowy Russell Beardsmore miał 20 lat, tak samo jak boczny obrońca Lee Martin, rok mniej liczył sobie snajper Mark Robins, porównywany wówczas do Jimmy'ego Greavesa. W klubie takim jak MU, w którym już od czasów "Busby Babes" często stawiano na młodzież i wychowanków, nie było to coś niespotykanego. Jednak nikt nie dawał szans temu składowi, który miał stawić czoła kroczącej od wygranej do wygranej drużynie z miasta Beatlesów, mającej w składzie wówczas Johna Barnesa, Petera Beardsleya, Johna Aldridge'a, Alana Hansena itd.
Dalszą część artykułu możecie przeczytać na e-Boisko.pl
Autor: Maciej SłomińskiKomentarze użytkowników:Nikt jeszcze nie skomentował tego felietonu.
Aby móc komentować felietony musisz być zalogowany!
Wszystkie komentarze są własnością ich twórców. Serwis
DevilPage.pl nie ponosi żadnej odpowiedzialności, za treści komentarzy. W przypadku nagminnego łamania zasad netykiety, osoby będą banowane bez możliwości odwołania.
Pamiętaj! Pisz mądrze i szanuj innych!