Aberdeen, pierwsze dziecko Fergusona
Przyznaję się bez bicia, że od finału Euro 2008 długo nie obejrzałem ani jednego meczu w całości. Dałem sobie luz, każdy ma prawo do odpoczynku i regeneracji. Ale nie da się ukryć, że sezon zbliża się nieubłaganie. Dowodem choćby dzisiejsza, remisowa 1:1, potyczka Wisły Kraków z Liverpoolem.
Z letniego snu wyrwała mnie w środowy wieczór powtórka towarzyskiego meczu między Aberdeen FC a Manchester United. Mecz retransmitowała jedna z naszych stacji komercyjnych, a w górnym rogu ekranu widniało logo MUTV. Kiedyś w Polsce były w ogóle dwa programy, teraz każdy większy klub ma własne dwa…
Początkowo myślałem, że to jakaś bezładna kopanina trzecich garniturów, jakich przed sezonem pełno. Przeprowadziłem jednak szybkie śledztwo i zaczęło do mnie docierać, że mecz jest rozgrywany z okazji 25. rocznicy zdobycia przez „The Dons” Pucharu Zdobywców Pucharów.
Z kronikarskiego obowiązku dodam, iż mecz Aberdeen – MU zakończył się wynikiem 2:0 dla tegorocznych zwycięzców Ligi Mistrzów, po golach Michaela Carricka i Wayne’a Rooneya. Ale był czas, kiedy wyżej stały akcje szkockiego klubu i wynik wtedy mógłby być dokładnie odwrotny.
Sir Alex
Mecz, mimo że towarzyszki, miał dodatkowy smaczek. Oba kluby łączy osoba Sir Alexa Fergusona, który prowadził Aberdeen tuz przed objęciem MU czyli… jeszcze 22 lata temu. Działo się to w latach 1978-1986, przerywnikiem między pracą w Aberdeen i MU było prowadzenie reprezentacji Szkocji na Mundialu ’86. Powiedzieć, że pobyt Fergusona na Pittodrie Stadium w Aberdeen był niezwykle owocny, to nie powiedzieć nic.
Pod jego wodzą Aberdeen zdobył dziesięć trofeów w ciągu ośmiu lat i do dziś jest jedynym szkockim klubem z dwoma europejskimi pucharami. Oba zostały wywalczone w roku 1983. Najpierw Puchar Zdobywców Pucharów – po finałowym zwycięstwie nad Realem Madryt, a potem Superpuchar Europy – po wygraniu dwumeczu (0:0 na wyjeździe, 2:0 u siebie) z Hamburger SV.
Nie Celtic i nie Rangers, a właśnie skromny Aberdeen. „The Dons” to ostatnia drużyna spoza Old Firm, która zdobyła tytuł mistrza Szkocji (sezon 1984-85). Dodatkowo należy podkreślić, że wówczas w futbolu nie krążyły takie pieniądze jak dziś, były to zupełnie inne czasy.
W autokarze wiozącym drużynę na mecz panowała cisza jak makiem zasiał, gdy menedżer pogroził karami w wysokości 10 funtów, a piłkarze jeździli na zagraniczne zgrupowania zabierając… własne płatki śniadaniowe. Celtic grał wówczas z numerami na spodenkach zamiast na koszulkach. Bilet na Pittodrie, stadion w Aberdeen, kosztował dwa i pół funta za miejsce siedzące. Dziś nie kupi się za to nawet programu.
Dużo się zmieniło, ale nie wszystko. Z trzeciej ręki słyszałem, jakie warunki panowały w Dundee United podczas niedawnego pobytu tam naszego bramkarza – Grzegorza Szamotulskiego. Nie jest to przecież zespół z ligi parafialnej, a szyby w autokarze trzymały się na słowo honoru, też zresztą nie zawsze. Więcej nie napiszę, żeby nie spalić źródła, a poza tym… „Szamo” bywa nerwowy.
Cały artykuł dostępny w serwisie e-Boisko.pl!
Autor: Artur PilarowskiKomentarze użytkowników:Nikt jeszcze nie skomentował tego felietonu.
Aby móc komentować felietony musisz być zalogowany!
Wszystkie komentarze są własnością ich twórców. Serwis
DevilPage.pl nie ponosi żadnej odpowiedzialności, za treści komentarzy. W przypadku nagminnego łamania zasad netykiety, osoby będą banowane bez możliwości odwołania.
Pamiętaj! Pisz mądrze i szanuj innych!