ARTYKUŁY
Człowiek - demolka
( Przegląd Sportowy 30.10.2006 )
Jak nie strzela, to nie strzela, ale jak już zacznie to nie można go powstrzymać. Wayne Rooney po dziesięciu meczach posuchy zdobył 3 bramki dla MU w wygranym 4:0 meczu z Boltonem. - Wcześniej czy poźniej musiało się to stać - stwierdził ze spokojem sir Alex Ferguson, trener Czerwonych Diabłów.
Wayne tym występem udowodnił, że ponad wszelką wątpliwość jest najlepszym angielskim piłkarzem w Premiership - nie mógł wyjść z szoku, ale i jednocześnie z podziwu dla napastnika reprezentacji Anglii szkoleniowiec Boltonu Sam Allardyce. - Ten hat-trick był w pełni zasłużony. Świadczy o tym, że ludzie, którzy zaczęli mówić, że z tego piłkarza już nic nie będzie, pletli bzdury - dodał.
Spóźniony prezent
A głosy mówiące o tym, że 21-letni napastnik, sprowadzony w 2004 roku za 27 mln funtów z Evertonu, zatrzymał się w rozwoju, nasilały się z każdym tygodniem, w którym nie potrafił strzelić gola. Trwało to od 20 sierpnia, kiedy to w inauguracyjnym spotkaniu z Fulham Rooney strzelił dwa gole w wygranym przez Manchester 5:1 spotkaniu z Fulham. Od tamtej pory rozegrał w sumie 10 jałowych (jeśli chodzi o gole) spotkań, zarówno w barwach MU, jak i reprezentacji. A w sobotę dołączył już do czołówki strzelców Premiership. - W ogóle się tym nie przejmuje. Wiem, co mam robić na boisku i czuję, że robię to wystarczająco dobrze. Wygrywamy mecze, jesteśmy na czele ligowej tabeli więc wszystko gra - mówił jeszce w miniony wtorek w dniu swoich urodzin. W sobotę, sprawił sobie nieco spóźniony, ale chyba mimo wszystko upragniony prezent. - Wayne ma wielki dar od niebios. Oprócz ogromnego talentu tkwi w nim wewnętrzny ognień. Jeśli jest taki drugi piłkarz na świecie, to chciałbym sprowadzić go do Manchesteru, ale wątpie, że ktoś taki istnieje - podtrzymywał go na duchu cały czas Ferguson. W sobotnim meczu szturm na bramkę Boltonu, który przed niespełna miesiącem na tym samym boisku pokonał 2:0 Liverpool rozpoczął się od pierwszych sekund spotkania. Najpierw po strzale Louisa Sahy piłkę z lini bramkowej wybił Meite. Ale w 10 minucie bramkarz Jussi Jaaskelainen, nie był w stanie zapobiec utracie gola. Prostopadłym podaniem popisał się Michael Carrick, a Rooney uderzył piłkę nie do obrony lewą nogą z 10 metrów. Kilka minut później Gary Neville, dośrodkował na pole karne, a do odbitej przez obrońców piłki przed linią pola kanego dopadł Rooney i było 2:0. - To było najlepsze 25 minut, jakie zaprezentowaliśmy od lat - przyznał po meczu menedżer Czerwonych Diabłów. Ponownie z siłą tajfunu Manchester uderzył w ostatnim kwadransie spotkania. Najpierw Cristiano Ronaldo strzałem z bliska wykończył akcję Sahy, a w ostatnich sekundach Rooney wykorzystał podanie Darrena Fletchera i skompletował hat-tricka. - Może oprócz tego trzeciego nie byliśmy w stanie wiele zrobić, by zapobiec utracie bramek. To były wspaniałe strzały, oddawane przez nietuzikowego gracza - podsumował Allardyce występ napastnika Manchesteru Utd.
Dalej, synu
Ferguson opuszczał stadion Boltonu z wyrysowanym uśmiechem na twarzy. - Wcześniej, czy później musiało się to stać. Rozmawiałem z Waynem i kilkakrotnie mówiłem mu, by się niczym nie przejmował i w dalszym ciągu maksymalnie koncentrował się na grze. W momencie, gdy zdobył tego pierwszego gola, widać było jak odzyskuje pewność siebie. Pomyślałem wówczas: dalej synu, strzel jeszcze ze dwa - przyznał manager Czerwonych Diabłów. Po tym zwycięstwie Manchester pozostał na pierwszym miejscu w tabeli, poprawiając znacznie przewagę bramkową nad depczącą po piętach Chelsea. - Z każdym meczem wszyscy w klubie nabierają większej pewności siebie. Jesteśmy teraz bardzo mocni - podkreśla Ferguson.
Autor: Piotr Wierzbicki