Cookies na
DevilPage.pl

W serwisach DevilPage.pl korzystamy z plików Cookies, aby zapewnić Wam wygodę i komfort użytkowania stron. Jeżeli rozumiesz i akceptujesz powyższy fakt, kliknij w link obok. Jeżeli potrzebujesz więcej informacji, zapraszamy do zapoznania się z naszym działem "Polityka Cookies", klikając na link po prawej.

Akceptuj pliki Cookies

Więcej informacji

Aruna, bloody hell!

Jeżeli go kochacie, pozwólcie mu odejść

Napisany przez aruna12 | Data 9 lipca 2017, 21:22
Tagi: Blogi, Everton, Transfery, Wayne Rooney
Jeżeli go kochacie, pozwólcie mu odejść 9 lipca 2017 roku przejdzie do historii Manchesteru United. Zawodnik o statusie legendy, najlepszy strzelec w historii klubu i reprezentacji Anglii oraz kapitan obydwu tych drużyn opuścił szeregi Czerwonych Diabłów, by po 13 latach powrócić do macierzystego Evertonu.

Wielu kibiców rozpacza, na Twitterze powstał hashtag #FarewellToALegend, na forach można przeczytać o płaczu najbardziej wrażliwych fanów. Podobno klub specjalnie zwleka z oficjalnym zaprezentowaniem Romelu Lukaku w czerwonej koszulce, bo nie chce przyćmiewać odejścia Rooneya. Niektórzy mówią o końcu epoki.

Oczywiście, wraz z odejściem Rooneya zakończył się pewien okres w historii United. Okres przepiękny, wypełniony trofeami (dokładnie szesnastoma) i chwilami, których nie da się kupić za żadne pieniądze, takimi jak zwycięstwo w finale Ligi Mistrzów po rzutach karnych czy przepiękna, przecząca prawom fizyki bramka z przewrotki w derbach z Manchesterem City. Kibicom United na całym świecie Rooney kojarzy się z sukcesami. I słusznie.

Jeżeli jednak spojrzy się na transfer Rooneya do Evertonu z dystansem, to naprawdę trudno nie dostrzec, że ciężko byłoby o lepszą wiadomość dla wszystkich zainteresowanych stron. Czy Wazza mógłby zakończyć karierę na Old Trafford? Pewnie tak, ale wówczas jego pożegnanie z klubem mogłoby budzić dużo więcej negatywnych emocji.

Przyjrzyjmy się ostatnim sezonom. Rooney był bodaj najbardziej krytykowanym piłkarzem w szeregach United. Początkowo miano pretensje do Louisa van Gaala, że wystawia napastnika na niewłaściwej dla niego pozycji, ale wkrótce stało się jasne, iż szukanie Rooneyowi nowego miejsca na boisku nie było przyczyną, ale skutkiem jego coraz słabszej dyspozycji. Anglik zaczął tracić swoje największe atuty, przegrywał pojedynki biegowe, miał problemy z przyjęciem i oddaniem celnego strzału. Piłkarz, który zawsze kojarzył się z walką na całej długości i szerokości boiska, potrafił zupełnie zniknąć z pola widzenia na kilkadziesiąt minut. Kibice domagali się posadzenia go na ławce, ale holenderski menadżer tłumaczył, iż kapitan cieszy się u niego specjalnymi przywilejami.

Jose Mourinho nie próbował robić z Rooneya defensywnego pomocnika. Wazza mógł skupić się na ofensywie, ale wcale mu to nie pomagało. W końcu Portugalczyk zrobił coś, na co nie potrafił zdobyć się Holender. Posadził Roo na ławce rezerwowych. Oczywiście należy wziąć pod uwagę to, że Rooney miał w zeszłym sezonie problemy zdrowotne i nie zawsze był do dyspozycji menadżera. Jednak nawet gdy był w pełni sił, Mourinho wolał stawiać na innych piłkarzy.

Kibice, którzy życzyliby sobie, by Rooney zakończył karierę na Old Trafford powinni postawić się na miejscu Anglika. Ile okazji do gry miałby Wazza na przestrzeni sezonu? Na pozycję napastnika sprowadzony został Romelu Lukaku, który bez wątpienia będzie pierwszym wyborem Mourinho. Kolejni w hierarchii byliby zapewne Rashford i Martial, a nie można wykluczyć, że w styczniu klub zaproponuje nową umowę Ibrahimoviciowi. Na "dziewiątce" Rooneyowi byłoby bardzo trudno o grę. To może mógłby grać za plecami napastnika? To również wątpliwe, bo na "dziesiątce" wybór jest bardzo duży: od Pogby, przez Matę, do Mychitariana (poza tym z wypożyczenia wrócił Pereira, który może tam grać). Cofamy się jeszcze głębiej: w rywalizacji z Herrerą Rooney nie miałby najmniejszych szans. Trudno byłoby mu również wygryźć ze składu Fellainiego, który cieszy się zaufaniem już trzeciego szkoleniowca i jest graczem zadaniowym, a Rooney po prostu nie ma warunków fizycznych, które pozwalałyby mu na wywiązywanie się z obowiązków Belga. Jest jeszcze Michael Carrick, który jest bardzo szanowany przez Mourinho i pomimo upływu lat nie schodzi poniżej pewnego poziomu. No i pewnie pojawi się ktoś jeszcze, bo sprowadzenie defensywnego pomocnika jest podobno jednym z priorytetów United w tym oknie transferowym. Może to będzie Fabinho, może Matić, może ktoś inny? W każdym razie raczej nie przyjdzie po to, by usiąść na ławce rezerwowych. O skrzydłach nie ma właściwie co mówić. Rooney po prostu już nie jest wystarczająco szybki by tam grać.

Postawcie się zatem na miejscu Rooneya. Macie 31 lat, od dwóch sezonów nie możecie przebić bariery 10 goli w lidze (we wcześniejszych sezonach w barwach United Wazza zawsze przekraczał tę granicę), gracie coraz mniej, a zbliża się mundial, prawdopodobnie ostatni w waszej karierze. Możecie zostać w klubie w imię zasad (lub łudzić się, że będziecie grać więcej, choć nic na to nie wskazuje) albo odejść. Co oczywiste, wybieracie opcję numer dwa.

Bardzo szanuję Rooneya za to, że zdecydował się na powrót do Evertonu, bo oznacza to, iż nie brakuje mu ambicji i chce walczyć o miejsce w reprezentacji. Nie wierzę, że piłkarz o statusie Rooneya nie miał propozycji z Chin, Kataru, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, USA, itd., a mimo to postawił na futbol, a nie na odcinanie kuponów. Od pieniędzy oferowanych przez kluby z wymienionych przeze mnie państw może zawrócić się w głowie. Wiadomo, że Roo to milioner, ale przecież od przybytku głowa nie boli. Potrzeba naprawdę silnej woli, żeby z tego zrezygnować.

Co mogłoby się stać, gdyby Rooney został w klubie? To oczywiście gdybanie, ale naprawdę bardzo prawdopodobne, że wyglądałoby to tak: kapitan grałby coraz mniej. Naturalnie dostawałby swoje szanse, ale, nie licząc możliwych pojedynczych przebłysków, swoimi występami irytowałby kibiców coraz bardziej. Obserwowalibyśmy to, co obserwujemy od jakiegoś czasu, czyli ochocze wylewanie pomyj na legendę klubu, coraz częstsze wytykanie wysokich zarobków ("to my mu płacimy"), porównywanie z rówieśnikami ("spójrzcie na Ronaldo!"), z kolegami z zespołu ("gra Rooney, a talenty z akademii nie byłyby gorsze"), aż w końcu nawet ze sobą ("gdybym ja grał w United to to i tamto"). Taka wizja przeraża mnie znacznie bardziej, niż widok Wayne'a Rooneya w koszulce Evertonu.

A co jeżeli Roo odzyska formę? Istnieje taka możliwość, ale ja, przyznam się bez bicia, zupełnie w nią nie wierzę. Jasne, Rooney w tym roku skończy 32 lata, a więc nie jest jeszcze taki stary. Wielu zawodników w podobnym wieku pokazuje klasę. Ale niewielu z nich rozegrało na przełomie 17 i 18 roku życia ponad 30 spotkań w Premier League, a później sezon w sezon przekraczało 30 meczów w sezonie. Wazza jest wyeksploatowany jak mało który piłkarz w jego wieku, musiałby być niesamowitym atletą żeby nie odbiło się to na jego zdrowiu. A przecież wiemy, że nigdy nie był miłośnikiem diet pudełkowych i przepływania kilometrów na basenie, można by raczej powiedzieć, że piwa i pacierza nie odmawiał. Kiedyś w ogóle mu to nie przeszkadzało, co oznacza, że musiał mieć niesamowite naturalne predyspozycje i aż szkoda, iż nie dowiemy się jak potoczyłaby się jego kariera, gdyby w pewnym momencie zaczął prowadzić tryb życia Ronaldo, Lewandowskiego, czy innego zawodnika, dla którego praca piłkarza trwa 24 godziny na dobę. Być może wciąż zachwycałby formą i ładował gola za golem. Teraz mogę uwierzyć w to, że Rooney będzie grał w Evertonie częściej, bo to klub ze słabszą kadrą i mniejszymi oczekiwaniami, ale naprawdę wątpię, iż zacznie spisywać się znacznie lepiej. W zespole "The Toffees" może wystarczyć to, co w United raczej już by nie przeszło.

Rooney wielkim piłkarzem był. W historii Manchesteru United zapisał się złotymi zgłoskami i nikt mu tego nie odbierze. Spędził na Old Trafford najlepsze lata kariery i w końcu nadszedł czas na opuszczenie Teatru Marzeń, ale nie powinniśmy się z tego powodu załamywać. Cieszmy się, że Wazza odchodzi po sezonie, w którym udało mu się dopisać do swojego imponującego dorobku aż trzy trofea. Cieszmy się, że nie odchodzi po latach spędzonych głównie na ławce i na trybunach. Cieszmy się, że jego ostatnie słabsze sezony nie zdołały przyćmić tych poprzednich, fantastycznych. Cieszmy się, że przez kilka lat był kapitanem Czerwonych Diabłów. Cieszmy się, że nie rozmienia się na drobne w Pekinie czy Nowym Jorku, ale zostaje w Premier League. Cieszmy się, że gdy powróci na Old Trafford z nowym zespołem, przywita go ogłuszająca wrzawa. Cieszmy się, że może uda mu się zagrać na swoim ostatnim mundialu. I może nawet spróbujmy dostrzec jakieś pozytywy w tym, że wraz z odejściem Rooneya kończy się pewna epoka. Bo niewykluczone, że wkrótce będziemy świadkami narodzin nowej - zupełnie innej, ale równie pięknej i bogatej w sukcesy.

Żegnaj, Kapitanie!

PS Oczywiście mogę pisać ile wlezie, ale gdy w 2003 roku David Beckham odchodził z United do Realu Madryt, to płakałem naprawdę długo i podejrzewam, że żaden tekst na raczkującym wtedy DevilPage'u nie poprawiłby mi humoru.

Jak zostałem kibicem Chelsea i Manchesteru City

Napisany przez aruna12 | Data 1 października 2015, 13:14
Tagi: Arsenal, Blogi, Bundesliga, Chelsea, Liga Europy, Liga Mistrzów, Ligue 1, Manchester City, Premier League, Serie A
Jak zostałem kibicem Chelsea i Manchesteru City Drwiny z Premier League stały się już zjawiskiem powszechnym. W trakcie meczów Ligi Mistrzów, każdy kolejny gol strzelony zespołowi z ligi angielskiej budzi niemal taką samą ekscytację, jak transfer za grube miliony euro.

Anglicy stali się ofiarami swojego sukcesu, ale też arogancji. Przez wiele lat okupowali półfinały i finały najbardziej prestiżowych rozgrywek na świecie, aż w końcu uwierzyli, iż nie muszą się specjalnie wysilać, bo i tak odniosą w nich sukces. Zgubna okazała się też wiara w omnipotencję pieniądza. Kluby Premier League wypracowały sobie nad rywalami z pozostałych państw ogromną przewagę pod względem finansowym. Wydawałoby się, że w ślad za tym pójdą sukcesy sportowe. Nie stało się tak, bo wkrótce okazało się, że to, iż za Andy’ego Carrolla czy Dejana Lovrena zapłaci się więcej niż nakazuje rozsądek, wcale nie podnosi ich piłkarskiej jakości.

Reszta piłkarskiej Europy zaciera ręce, upatrując w kryzysie Anglików szansy dla siebie. A dyżurni Internetowi hejterzy obwieszczają koniec Premier League i na każdym kroku znajdują dowody na potwierdzenie swojej tezy. Porażki United z PSV, Arsenalu z Dynamem i Olympiacosem czy Chelsea z Porto, nie poprawiają sytuacji.

Niewybredne komentarze pod adresem mojej ukochanej ligi, a niekiedy i mojego ukochanego klubu, nie są przyjemne i potrafią zaboleć, tym bardziej, że często brakuje mi argumentów na obronę angielskiej piłki. Jeśli chodzi o futbol, zawsze byłem Brytyjczykiem i mecze Stoke z Aston Villą potrafiły sprawić mi więcej frajdy niż Gran Derbi. W Champions League zawsze, co oczywiste, trzymałem kciuki za United, ale kiedyś, gdy nasi rywale ze Stamford Bridge, Etihad Stadium czy Emirates Stadium ponosili porażki, na mojej twarzy pojawiał się uśmiech. Wprawdzie gdy Arsenal mierzył się z Barceloną, a Chelsea z Bayernem, to na ogół byłem za angielskimi zespołami, ale, mimo to, trudności Manchesteru City z wyjściem z grupy LM budziły moje rozbawienie, a słowa Wengera o budowaniu „drużyny na przyszłość”, politowanie.

Dzisiaj jest inaczej. W moim kibicowskim sercu zagościł strach. Strach, że spadająca reputacja ligi, negatywnie wpłynie na Manchester United, który stoczy się wraz z Premier League do europejskiej drugiej ligi. Teoretycznie wydaje się to niemożliwe. Klub z Old Trafford to znakomicie prosperujące przedsiębiorstwo, którego wizerunek był budowany przez wiele lat i raczej nie legnie on w gruzach w kilka sezonów. Ale jeśli Anglicy konsekwentnie będą się kompromitować w Lidze Mistrzów, o Lidze Europy nie wspominając, to za jakiś czas całkiem realna może stać się groźba spadku w rankingu lig i utrata jednego miejsca w Champions League. Brzmi jak abstrakcja? Niekoniecznie! Jeszcze w listopadzie zeszłego roku, Premier League była na drugim miejscu w rankingu lig europejskich i miała kilkanaście tysięcy punktów przewagi nad Serie A i prawie trzydzieści tysięcy więcej od Ligue 1. Teraz drugie miejsce zajmuje Bundesliga, Premier League spadła na trzecie, a nad włoską ekstraklasą ma już tylko cztery tysiące punktów przewagi! Z kolei Francuzi tracą do Anglików niecałe dwadzieścia tysięcy. A minął niecały rok! Spadek na czwarte miejsce oznaczać będzie utratę jednego miejsca w LM. Ze względu na to, że FA Cup oraz Capital One Cup premiują zwycięzców awansem do Europa League, taki scenariusz oznaczałby, iż czwarte miejsce w lidze byłoby ostatnim gwarantującym grę w europejskich pucharach. Nie brzmi to najlepiej.

Dlatego od niedawna zmieniło się moje nastawienie do angielskich zespołów występujących w Lidze Mistrzów. Sam się sobie dziwię, ale było mi naprawdę przykro gdy Chelsea i Arsenal przegrały swoje wtorkowe spotkania, a kiedy dzień później, oglądając mecz United, usłyszałem, że Gladbach wykonuje karnego przeciwko Manchesterowi City, ściskałem mocno kciuki za to, by Joe Hart obronił jedenastkę. Cieszę się z tego, że kluby Premier League wygrały w tej kolejce Champions League dwa spotkania, a zespoły z Bundesligi tylko jedno i wybaczcie, ale w pojedynku Arsenalu z Bayernem, będę wspierał Kanonierów, pomimo tego, że w klubie z Bawarii świetnie spisuje się Robert Lewandowski, w meczu Dynama z Chelsea będę za The Blues i trzymam kciuki za to, by Grzegorz Krychowiak nie przeszkodził Manchesterowi City w pokonaniu Sevilli. W lidze, pomiędzy klubami z tego samego kraju mogą panować wrogie stosunki, ale w Europie trzeba trzymać się razem, bo leży to w naszym wspólnym, kibicowskim interesie.

To ostatnie zdanie dedykuję wszystkim polskim kibicom, jednocześnie głęboko wierząc w to, że Lech i Legia nie przyniosą nam dziś wstydu w Lidze Europy ;)


Diabeł pyta Wilka czyli rozmowa o Wolfsburgu

Napisany przez aruna12 | Data 30 września 2015, 14:01
Tagi: Blogi, Bundesliga, Liga Mistrzów, VfL Wolfsburg, Wywiady
Diabeł pyta Wilka czyli rozmowa o Wolfsburgu Pomimo wpadki w pierwszym meczu fazy grupowej Ligi Mistrzów, wszyscy wierzymy, że Manchester United awansuje do kolejnej fazy prestiżowych rozgrywek. Wiemy jednak, iż nie będzie to proste zadanie. Porażka w meczu z PSV mocno skomplikowała nam życie przed spotkaniem z potencjalnie najsilniejszym rywalem, z którym przyjdzie nam się zmierzyć w grupie B.

Mowa oczywiście o Wolfsburgu, wicemistrzu Niemiec, a także zdobywcy krajowego Pucharu i Superpucharu. W przeciwieństwie do Czerwonych Diabłów, Wilki w pierwszej kolejce grupy B nie zawiodły oczekiwań i pokonały CSKA Moskwa 1-0 na własnym boisku.

Czego możemy spodziewać się po podopiecznych Dietera Heckinga? Na co i na kogo zwrócić szczególną uwagę? O to oraz o inne sprawy meczowe i okołomeczowe, zapytałem Kat de Wolf, redaktor naczelną portalu VfL-Wolfsburg.pl.

aruna12: Czy po ostatnich nie najlepszych meczach z Bayernem i Hannoverem, Wolfsburg będzie w stanie zagrozić będącemu na fali wznoszącej United? A może to Wilki są w bardziej komfortowej sytuacji, w świetle wyników z pierwszej kolejki grupy B Ligi Mistrzów?

Kat de Wolf: Nie mieszajmy Bundesligi z rozgrywkami międzynarodowymi. Co rusz widać drużyny, które na własnym podwórku radzą sobie zaledwie nieźle, a w Lidze Mistrzów czy Lidze Europy wstępuje w nie diabeł i idą jak burza. Pierwsza kolejka naszej grupy też niczego nie pokazuje. Ok, wygraliśmy, ale co z tego? My byliśmy na własnym stadionie, ale teraz wyjeżdżamy. Nie mamy doświadczenia w tego typu rozgrywkach, choć w zeszłym sezonie zaszaleliśmy w potencjalnie mniej prestiżowej siostrze Ligi Mistrzów. Jesteśmy zieloni, młodzi, uczymy się. Jakkolwiek nie zakończy się dzisiejsze spotkanie, mam nadzieję, że wyciągniemy z tej lekcji wnioski i z biegiem czasu staniemy jak równy z równym.

Na jakiego piłkarza United Wolfsburg powinien, Twoim zdaniem, szczególnie uważać?


Ktoś, kogo bym się bała na miejscu Wilków, to Wayne Rooney i David de Gea. Miałam okazję oglądać ostatnio spotkanie Czerwonych Diabłów z Liverpoolem. Hiszpan grał jak zaczarowany, gdzie nie uderzysz tam wsadzi którąkolwiek z części ciała, byle nie wpadło. Wayne Rooney to klasa światowa, więc pominę opowiadania, dlaczego jest dla nas zagrożeniem. Dodatkowo na całą drużynę może zadziałać fakt, że to Liga Mistrzów. Jeśli nas nie zlekceważycie i podejdziecie jak do rywala ze swojej półki, to każdy będzie zagrożeniem. Sam z resztą w pierwszym pytaniu określiłeś United jako zespół będący na fali wznoszącej. Więcej nie mogę powiedzieć, nie śledzę Czerwonych Diabłów, zaledwie czasami zerknę na któreś ze spotkań, a nie będę się wypowiadać na podstawie statystyk, bo nie one grają.

Na jakiego zawodnika VfL powinni uważać podopieczni Van Gaala?

Na Ricardo Rodrigueza. Niewiele mówi się o zawodnikach defensywnych, ale to, co on potrafi zrobić, to czysta poezja, nigdy nie wiesz, kiedy pojawi się w miejscu, w którym się go nie spodziewasz. Myślę, że warto tez zwrócić uwagę na Christiana Träscha, który ma coś do udowodnienia. Odszedł od nas Kevin de Bruyne i co tu dużo mówić, Christian poczuwa się do bycia jego zastępcą, choć z różnym skutkiem. Przez długi czas był odstawiony na bok, a na ile go znam, na tyle jestem w stanie powiedzieć, że ma dużo do zaoferowania i przy dobrej asyście kolegów jest w stanie wiele zmienić. O Naldo nie będę mówić, bo jego poziom bardzo sporadycznie spada, ma swoją normę, którą najczęściej wyrabia lub daje z siebie więcej. No i Julian Draxler. Młody, zdolny, w nowym klubie, wiadomo czego się po nim spodziewać?

Kogo uważasz za najsłabsze ogniwo Wolfsburga?

To pytanie to tak na poważnie? (na poważnie ;) - przyp. red.) Ciężko określić, ale wątpliwościom poddaję Maxa Kruse. Ok, w porządku, to dobry zawodnik, powoli się wdraża w życie VfL, ale tu nie ma na to czasu, tu się nie można wdrażać, tu już trzeba zagrać, choćby po meczu mieli pluć płucami. Brzmię trochę jak Felix Magath, ale taka jest prawda. Przy okazji coś mnie trafia, jak patrzę na grę André Schürrle, który korzysta na kontuzji Luiza Gustavo. Za co Klaus Allofs dał 32 miliony? Za podgrzewacza ławki, który czasami wejdzie, a jak już to zrobi, to wcale nie błyszczy tak, jakbyśmy chcieli? Warto zerknąć jeszcze na defensywę, tam jest rozkład pół na pół. Przed chwilą mówiłam o Rodriguezie i Naldo, a już muszę wskazać Christiana Träscha. Co prawda wspominałam, że trzeba na niego uważać, ale nigdy nie wiadomo, kiedy zagra gorzej niż fatalnie. Nieprzewidywalność jest jego największą wadą. Dante też niewiadoma, zwłaszcza po meczu ze swoim byłym klubem...

Kogo uważasz za najsłabsze ogniwo United?

Nie wiem, Wasza drużyna jest zaskakująca, komuś, kto nie śledzi poczynań na bieżąco będzie ciężko wskazać tego jednego konkretnego piłkarza czy nawet dwóch. To oceńcie sami w swoim zakresie, ciekawie będzie, jeśli Wasi czytelnicy odpowiedzą, a na pewno kilku pokusi się o to w komentarzach, chętnie się dowiem.

Jak sądzisz, kto wygra grupę B Ligi Mistrzów?

Myślę, że jest zdecydowanie za wcześnie, żeby wskazywać pretendenta do zwycięstwa, sądzę jednak, że i my i Wy wyjdziemy z tej walki pomyślnie, chociaż, jak to powiedziała jedna z Waszych legend, Sir Alex Ferguson, "Football, bloody hell", może być różnie. Poczekajmy do końca trzecich spotkań, przed rewanżami sytuacja będzie jaśniejsza.

Przewidywany przez Ciebie skład Wolfsburga na mecz z United to…

Taki, jak zawsze, u nas nie ma wielkich możliwości rotacji bez straty jakości. Dodatkowo Luiz Gustavo niezdolny do gry, co oznacza po raz kolejny André Schürrle w wyjściowej jedenastce...

Widzę to tak: Benaglio - Träsch, Naldo, Dante, Rodriguez - Guilavogui - Caligiuri, Kruse, Draxler, Schürrle - Dost

United zajęło na koniec sezonu czwarte miejsce w Premier League, Wolfsburg to wicemistrz Niemiec. Co jest większym wyczynem?

Mimo mojej najszczerszej sympatii do Bundesligi, porównywanie niemieckiego futbolu na poziomie ligowym z angielskim nie powinno mieć miejsca. Spójrzmy na to racjonalnie, Bundesliga to show jednego klubu, czy ktokolwiek jest w stanie na dłużej zagrozić tej patologicznej już hegemonii Bayernu? Gdzie są takie marki jak Schalke czy Bayer? Dlaczego dochodzi do sytuacji, w których wysokie miejsca zdobywają zespoły znikąd, my, Augsburg, Borussia M'Gladbach? Mnie to oczywiście cieszy, lubię niespodzianki, skaczę pod sufit widząc swój zespół gdzieś w czołówce, ale czy nie powinien on się znaleźć między klubami, które rokrocznie są pretendentami do tytułu? Tak jest w Premier League, tam jest Chelsea, Manchester United, Manchester City (choć to dopiero od jakiegoś czasu), Arsenal. Czy ktokolwiek jest w stanie powiedzieć na początku sezonu kto z nich wygra? W Bundeslidze każdy powie Bayern lub Borussia Dortmund, choć drugi z zespołów to nadal zagadka, rodzą się jako ktoś, kto będzie w stanie wykopywać Bawarczyków z tronu. W Premier League wiadomo jak będzie wyglądać TOP 5 pod względem obecności danych klubów, czasami zdarzą się niespodzianki, ale to jak wszędzie, w Bundeslidze niespodzianki są ciągle. Augsburg, VfL czy wspomniane wcześniej Źrebaki. Jak ci ostatni mają na swoim koncie trofea zdobyte w zamierzchłych czasach, tak my i FCA to... ogórki. Nasze Mistrzostwo Niemiec z 2009 roku to wypadek przy pracy, wspaniały, ale jednak wypadek, później kilka lat gdzieś w środku lub w drugiej połowie tabeli, dopiero od jakiegoś czasu, od kiedy jest z nami Dieter Hecking, umacniamy się jako zespół z miejsc premiowanych bezpośrednim awansem lub eliminacjami do rozgrywek międzynarodowych. Podsumowując, Wy macie stałą siłę, my nieprzewidywalność. Pod tym względem jesteście ponad nami.

Jaki wynik typujesz?

Typerem jestem beznadziejnym, ale myślę, że kilka bramek wpadnie i mam nadzieję, że nie będzie to mecz jednej drużyny, nawet jeśli Wilki miałyby się rozstrzelać, wiadomo, dreszczyk emocji. Nie zdziwię się, jeśli Nicklas Bendtner zrobi to, co wychodzi mu najlepiej - zostanie wprowadzony w okolicach 80. minuty i strzeli bramkę. Ucieszy mnie remis, choćby miał paść wynik 4-4 lub w tych okolicach. Życzę Wam powodzenia i... trudnego orzecha do zgryzienia ;)

Co się dzieje, Kapitanie?

Napisany przez aruna12 | Data 13 lutego 2015, 20:11
Tagi: Wayne Rooney
Co się dzieje, Kapitanie? Gra Wayne’a Rooneya w ostatnich tygodniach woła o pomstę do nieba. Kibice i eksperci domagają się przestawienia kapitana United do ataku sugerując, że Anglik dusi się w pomocy, a gra w środku pola pozbawia go jego największych atutów. Czy rzeczywiście tak jest? Moim zdaniem nie.

Ryzykując zmieszanie mnie z błotem wysunę śmiałą tezę, że Rooney to urodzony środkowy pomocnik, nawet bardziej „ósemka” niż „dziesiątka”. Na świadka powołam samego Wazzę.

– Czy prawdą jest, że w listopadzie 2011 roku rozegrałeś mecz Ligi Mistrzów przeciwko Otelulowi Gałacz?

– Tak.

– Czy zagrałeś w tamtym spotkaniu w pomocy?

– Tak.

– Czy po tamtym meczu powiedziałeś, że jesteś tak dobry, iż możesz grać na każdej pozycji i że byłeś zadowolony ze swojej roli?

– Tak.

Oczywiście zakładanie, że Rooney jest doskonałym pomocnikiem w oparciu o jeden mecz byłoby głupotą. Przywołałem jednak właśnie tamto spotkanie, bo pamiętam, że wówczas sam pomyślałem, iż Roo może zostać następcą Scholesa. Zresztą nie tylko ja; mniej więcej od tamtej pory można było natrafić w prasie czy w sieci na rozmaite artykuły przekonujące, że przyszłość Rooneya leży w drugiej linii.

Właściwie dlaczego nie? Rooney nawet jako napastnik większość czasu biegał od pola karnego do pola karnego, harował jak wół na całej szerokości boiska. Zdarzało się, że z tego powodu brakowało go w szesnastce rywali, ale był to piłkarz tak wytrzymały, że przeważnie wyrabiał się ze wszystkimi swoimi zadaniami defensywnymi, strzelał bramkę, zaliczał asystę, wybijał piłkę z naszej linii bramkowej, wykonywał aut/rożny/wolny, schodził do szatni, brał prysznic, wbiegał do Sainsbury's po zakupy, robił Coleen kolację i usypiał Kaia. A potem jeszcze wychodził na miasto. Teoretycznie w pomocy powinno mu być łatwiej. Mógłby operować piłką częściej niż jako napastnik, miałby krótszą drogę do swojej bramki gdyby trzeba było naprawiać błędy McNaira/Evansa/Blacketta/Jonesa/Evansa/Rojo/Smallinga/Evansa, nie musiałby pędzić na złamanie karku pod pole karne rywali, a przy tym powinien mieć jeszcze czas na to żeby oddać ze dwa celne strzały na bramkę i zagrać kilka niezłych piłek do swoich kolegów z ataku. Żyć nie umierać. „Będzie pan zadowolony, małżonka będzie zadowolona, wszyscy będą zadowoleni”.

Co zatem poszło nie tak? Co sprawiło, że Paul Scholes, który jeszcze w zeszłym roku przyznawał, ze Rooney może zastąpić go w pomocy United, wycofał się niedawno, z gracją Jana Tomaszewskiego, ze swoich słów? Może Rooney po prostu jest coraz słabszy? Może zwyczajnie się starzeje (w zastraszającym tempie)? Taki wniosek nasuwa się sam jeżeli spojrzy się na grę Rooneya. To już nie jest ten piłkarz, który potrafił przeorać całe boisko. Nie jest ani tak ruchliwy, ani tak agresywny (i nie mam tu wcale na myśli głupich fauli) jak jeszcze kilka miesięcy temu. Gdy spojrzymy na statystyki Rooneya zauważymy, że ma on sporo kontaktów z piłką i podań, ale znacząco spadła ich efektywność – choć na tzw. chłopski rozum wraz z przesunięciem piłkarza do pomocy powinna wzrosnąć. Czasami Wazza znika z boiska na długie minuty, co kiedyś prawie w ogóle nie miało miejsca.

– Wayne może wycofać się z piłki w wieku 31-32 lat, ze względu na liczbę meczów w których grał. Nie sądzę by mógł grać do 35 roku życia – mówił Scholes na łamach Daily Mail. Czy tym razem może mieć rację? Trudno powiedzieć, ale sam Rooney mówił kiedyś, że przejdzie na stałe do pomocy jeżeli poczuje, że nie jest już w stanie wyprzedzić większości obrońców. Być może ten moment już nadszedł i van Gaal doskonale o tym wie, ale nie mówi o tym głośno. Wszak sam niedawno stwierdził, że kapitan drużyny zasługuje na pewne przywileje. Może to jeden z nich?

Mam nadzieję, że się mylę, ale bez względu na przyczyny słabszej dyspozycji Rooneya, na miejscu van Gaala posadziłbym go w kolejnych meczach na ławce rezerwowych. Kto wie, może gdyby Wayne poczuł, że jego pozycja w zespole jest zagrożona wznieciłby w sobie iskrę, która sprawiłaby, że zacząłby prezentować się lepiej? Drużyna raczej nie ucierpiałaby na tymczasowej nieobecności kapitana – w spotkaniach z Preston, Swansea, Sunderlandem czy z Newcastle z powodzeniem mogliby go zastąpić Ander Herrera czy Juan Mata. To chyba ostatni moment na taki eksperyment bowiem później na Czerwone Diabły czekać będą Tottenham, Liverpool, a także, po przerwie na mecz z Aston Villą, City i Chelsea. Jeżeli van Gaal planuje potrząsnąć kapitanem, to kiedy jak nie teraz?

Małe co nieco na temat Daleya Blinda

Napisany przez aruna12 | Data 30 sierpnia 2014, 22:21
Tagi: Daley Blind
Małe co nieco na temat Daleya Blinda Ostatecznie potwierdziło się to, co dla wielu i tak od dawna było oczywiste. DevilPage.pl to najbardziej opiniotwórczy portal o Manchesterze United na świecie!

Musiały minąć ponad dwa miesiące żeby oczywistość została potwierdzona, ale nareszcie stało się to faktem. Louis van Gaal uległ sile naszych argumentów i zakontraktował Daleya Blinda. Ciekawe tylko kto tłumaczył mu „Oko na mundial”.

Ponieważ jesteśmy, nie bójmy się tych słów, ojcami transferu Holendra na Old Trafford, postanowiłem przybliżyć Wam nieco sylwetkę Daleya Blinda.

Daley Blind przyszedł na świat w Amsterdamie. Urodził się 9 marca 1990 roku. Według moich obliczeń ma 24 lata. Jest wychowankiem Ajaxu, w sezonie 2009/10 był też wypożyczony do Groningen. W 2008 roku otrzymał od Ajaxu nagrodę „Talent przyszłości”.

Z mundialu znacie go jako lewego obrońcę, ale to tylko jedna z jego pozycji. Wszechstronność Blinda to jeden z jego największych atutów. Dobrze radzi sobie jako defensywny pomocnik, trochę gorzej jako stoper. W taktyce van Gaala poradziłby sobie zapewne także jako tzw. wahadło, ale wydaje mi się, że jego podstawową pozycją na Old Trafford będzie jednak środkowa, defensywna pomoc. Choć oczywiście nie można wykluczyć, że nasz trener wymyśli coś innego.

Blind został w zeszłym sezonie wybrany na najlepszego zawodnika ligi holenderskiej, co, biorąc pod uwagę nacisk ze strony Mateusza Klicha i Filipa Kurto, należy uznać za spory sukces. Ponadto Blind był jednym z najskuteczniejszych podających piłkę na połowie przeciwnika w całej Eredivisie. Wykonał 935 podań, więcej od niego miał tylko Dusan Tadic.

Jego ojciec, Danny Blind, również był piłkarzem, ale nie będę się na ten temat dłużej rozwodził, bo w czasie mundialu nie było meczu Oranje, podczas którego komentator TVP nie opowiedziałby całej kariery Blinda seniora, dodając, że ojciec Daleya patrzy na syna z ławki rezerwowych…

Mam nadzieję, że trochę przybliżyłem Wam postać Daleya Blinda. Teraz już sam musi się Wam przedstawić na boisku. Miejmy nadzieję, że zrobi to w równie widowiskowy sposób jak podał do van Persiego w spotkaniu z Hiszpanią. Ja w każdym razie życzę mu powodzenia i mam nadzieję, że podczas występów w United bliżej mu będzie do Robina van Persiego niż Alexandra Büttnera.
Archiwum wpisów

MECZE

FedExField

TABELA PREMIER LEAGUE

1. Arsenal Arsenal 0 0 0
2. Bournemouth Bournemouth 0 0 0
3. Brighton Brighton 0 0 0
4. Burnley Burnley 0 0 0
5. Chelsea Chelsea 0 0 0
» Pokaż pełną tabelę «

OSTATNIO NA FORUM


» Przejdź na forum «

STATYSTYKI - BRAMKI

Zawodnik PL LE FA EFL SUMA
1. Zlatan Ibrahimović 17 5 1 4 27
2. Henrich Mychitarian 5 6 1 0 12
3. Marcus Rashford 5 2 3 1 11
4. Juan Mata 6 2 0 2 10
5. Paul Pogba 5 3 0 1 9

KONTUZJE

Juan Mata
Zawodnik: Juan Mata
Kontuzja: uraz kostki
Kiedy: 18.07.2017
Powrót: 25.07.2017
Ashley Young
Zawodnik: Ashley Young
Kontuzja: uraz uda
Kiedy: 04.05.2017
Powrót: październik 2017
Luke Shaw
Zawodnik: Luke Shaw
Kontuzja: Uraz nogi
Kiedy: 30.04.2017
Powrót: wrzesień 2017
Marcos Rojo
Zawodnik: Marcos Rojo
Kontuzja: Więzadła krzyżowe
Kiedy: 20.04.2017
Powrót: grudzień 2017
 

CIEKAWOSTKI

Wiedziałeś? Sir Alex Ferguson prowadził na MŚ w 1986 roku pierwszą reprezentację Szkocji.

REKLAMA

Sklep piłkarski Nike Manchester United

POLECAMY